Slow travel. Porto, bez przewodnika

Bez przewodnika, bez przygotowania, bez pośpiechu. Tak przez kilka ostatnich dni maja tego roku, we trójkę oglądaliśmy drugie największe miasto w Portugalii. I albo to omamy po PortWine, albo udało nam się mu dobrze przyjrzeć!


 

Slow Porto

Pojęcie slow travel jest mi obce z zasady. Z zasady, bo mieszkając całe życie nad morzem nigdy nie chciałam wyjeżdżać tylko po to, żeby się wyleżeć, dla odmiany nad innym morzem. A jeśli nie dla wybyczenia, ruszałam tyłek z naszego pięknego Darłowa tylko po to żeby coś zobaczyć, poznać jakie jest naprawdę, przeżyć. I to zazwyczaj intensywnie, tak żeby nic nie pominąć, jak najwięcej i najgęściej. Dokładnie odwrotnie do SLOW.

Myśląc teraz o wyjeździe do Porto, slow travel nasuwa mi się samo. Kurde, chyba niechcący stajemy się orędownikami i wyznawcami tego dziwnego jeszcze do niedawna dla nas nurtu! I to nie tylko my, ale raczej każdy, kto próbuje na przekór wszystkim przeciwnościom sił, losu i czasu poszerzyć swoje i swoich pociech horyzonty w dość higieniczny dla nich sposób. Dlaczego? To co zawsze- D>Z>I>E>C>K>O>! To ono sprawia, że już nie możesz się obchodzić z atrakcjami tak gęsto, szybko, dużo na raz. To dziecko powoduje, że chcąc nie chcąc, zatrzymujesz się na obiad w porze obiadowej (sic!) w restauracji tuż obok atrakcyjnej atrakcji, a nie lecisz na szybkiego do następnej katedry, bo zaraz zamkną. To podróżując z dzieckiem zatrzymujesz się w fajnym parku, żeby się wyganiać. To z dzieckiem oglądasz całą wystawę w muzeum, gdy zaśnie w wózku, bo przecież nie wyjdziesz na zewnątrz, gdy pada deszcz. W końcu to z dzieckiem patrzysz na wszystko jego oczami, zachwycasz się krówką na drodze w Transylwanii, gołąbkami pod Notre Dame czy światłami mostu w nocnym Porto.

Przy okazji w takich momentach odpoczywasz (TAK! Z dzieckiem też można odpoczywać w trakcie podróży!), zostajesz w jednym miejscu na dłużej, masz czas żeby się przyjrzeć szczegółom. Zobaczyć jak zachowują się tam ludzie (i krówki, i gołąbki…). Jak żyją, jak spędzają czas z dziećmi, co i jak jedzą (krówki wiadomo, ale gołąbki? Jedzą coś poza chlebem od turystów??). Jeśli jesteś uważnym obserwatorem, a oczywiście odmieniane przez wszystkie przypadki w tym poście DZIECKO da Ci się porozglądać, podróż może stać się znacznie głębszym i lepiej zapamiętanym przeżyciem.

Jadąc do Porto nie wiedziałam czego się spodziewać. Trochę z własnej „winy” bo kompletnie nie przygotowaliśmy się na to miasto. Niedawno wróciliśmy z Rumunii, do tego praca, duża impreza, nawał obowiązków i w efekcie nawet nie kupiliśmy przewodnika. Może miałam dość przewodników po tym o Transylwanii 😉 A może to przeświadczenie, że lecimy do cywilizowanego miejsca i nie musimy się martwić, że zginiemy i zaciupią nas Cyganie (żartuje, Cyganie nie zaciupiają). W każdym razie, poziom naszej ignorancji sięgnął w tym wypadku zenitu i jedynie w Internecie przeczytałam kilka słów o tym mieście, w tym najważniejsze -Gdzie Jest Centrum- i mniej więcej blisko tego obszaru zarezerwowaliśmy noclegi. Byliśmy tak zajęci przed wyjazdem, że nawet nie ogarnęliśmy ile będzie trwał lot. A gdy w dniu wyjazdu Leo obudził się z olbrzymim katarem, nawet się nie zdziwiłam… :) Wiecie co, nie będę się rozpisywać, że znowu prawie się spóźniliśmy na lot, Leo ledwo dawał radę z katarem w samolocie a siedzenia w WizzAirze mieliśmy tak wąskie, że Adrian spędził cały lot na stojąco. Takie tam zwykłe przypadki podróżujących rodziców, każdemu się zdarza, no nie?

13383408_10208617858340581_1108385088_o

 

Węch na wino

Pogodę mieliśmy zamówioną tylko na pierwszy dzień po przylocie, więc wiedzieliśmy, że chcemy ten dzień przeżyć jak najintensywniej i zrobić jak najwięcej zdjęć. Akurat tak się złożyło, że był to dzień moich urodzin, więc dodatkowo ubzdurałam sobie, że koniecznie chcę napić się portugalskiego winka na plaży nad Oceanem!

Wyszliśmy z naszego lokum (które po prostu muszę Wam opisać- było niesamowite!) i zdając się na mapę, którą dostaliśmy tuż po przylocie na lotnisku w Porto, ruszyliśmy w kierunku nabrzeża i starego miasta. Jakoś nie wiedzieć czemu, nie zaszliśmy wcale na starówkę tylko przywiało nas od razu na drugą stronę pięknego mostu Luisa I.

Co tam jest? A gdzie idziesz jak nie masz pojęcia co zwiedzić w Porto?? Tam gdzie można napić się Porto!

Po drugiej stronie rzeki była już inna miejscowość -administracyjnie Vila Nova de Gaia, czyli w skrócie wino, wino, porto, wino, wino.

 

Porto w Porto, a właściwie w Gaia

Całe nabrzeże tej strony rzeki Douro usiane jest budynkami, w których przechowuje się różne odmiany słynnego wina Porto. Ich magazyny (tzw. lodges) i piwnice (quintas) pełne są tego dziwnego dla mnie trunku. Tradycyjnie to tutaj właśnie, to uważane przez niektórych za najlepsze na świecie czerwone wino spływało łódkami (słynne rebelos- podobne do łodzi starożytnych Fenicjan) z winnic położonych w górze rzeki. Przy okazji z tej strony mamy widok na całą najstarszą część miasta Porto (Ribeira). Mając więc piwnice pełne win, piękną pogodę i piękny widok- po spacerze umęczającym dziecko, tak aby zasnęło w wózku, zdecydowaliśmy poświęcić się dla dobra nauki i podegustować!

13405197_10208609028119831_2125639408_o

Turyści w restauracji producenta Porto Sandeman

Uraczeni niezbyt pysznym czerwonym Porto, poprosiliśmy o białą odmianę. I to był strzał, może nie w dziesiątkę, ale taką ósemeczkę. Zupełnie inne, wytrawne, choć również ciężkie- znacznie bardziej trafiło w nasz gust. Nie mniej jednak, nasze słowiańskie geny nie pozwoliły nam zbytnio poszaleć z portowym winem i ze smakowanych w tym dniu trunków niestety najlepszy był…

13383365_10208609028039829_1983952683_o

O wizycie trzeciego dnia naszego pobytu w piwnicach i lodges opowiem w poście poświęconym w całości Porto Wine, dla zainteresowanych winomaniaków.

 

Nie tylko Azulejos! (ale głównie)

Spacerując po Porto bez planu i pośpiechu, udało nam się zgadnąć, gdzie są najważniejsze miejsca z punktu turystycznego i zwiedzalniczego. Tłum turystów prawdę Ci powie! A właściwie, ilość kijków do selfie na horyzoncie. Mapa za dużo nam nie pomogła bowiem stare centrum Porto jest tak zakręcone, że właściwie lepiej oglądać budynki i szukać punktów orientacyjnych, z którymi nie ma problemu, niż chodzić z nosem w mapie.

Poza tym, miasto jest dobrze oznaczone i do każdego fajnego miejsca tak czy inaczej trafisz, jeśli będziesz w jako-takiej okolicy. Spokojnie da się dojść wszędzie na piechotę, nawet z wózkiem i jęczącym od czasu do czasu Leosiem. Trochę pobłądziliśmy, trochę poczytaliśmy mapę, trochę pomęczyliśmy Leosia (i vice versa) ale teraz już wiemy co jest absolutnym podstawowym minimum i co warto zobaczyć w Porto:

 

Sao Bento

 

Wnętrze tej niesamowitej stacji kolejki w całości pokryte jest azulejos z historią Portugalii. Ilość płytek i malowideł przywraca tu o ból głowy każdego fotografa amatora. Jak to wszytko na raz pokazać na zdjęciach? Ja nie chciałam mieć wrażenia, że coś nam umknie więc gdy tylko pozbierałam szczękę z podłogi, nakręciłam filmik z wnętrza :)

 

 

 

Ribeira

13396737_10208600403224214_760263391_o

Ribeira. Widok od strony Gai.

Starówka wpisana na listę UNESCO. Od Średniowiecza centrum komercyjne i przemysłowe miasta. Rozpadające się portowe kamieniczki, piękne stare azulejos, mnóstwo knajpek serwujących owoce morza i słynną Francesinhę. Francesihna to kanapka z wielu rodzajów mięsa, zapiekana serem i zatopiona w sosie piwnym- brzmi niemożliwie?? Tak też wygląda!! Jesteśmy tak off, że nie podążyliśmy za turystycznym tłumem i wcale jej nie spróbowaliśmy! Ha. (tak na prawdę na obrazku wyglądała obrzydliwie, jak sterta kotletów pod serem i tak ciężko, że chyba wystarczyłaby mi jena taka kanapka na ciążę spożywczą przez cały wyjazd).

13396817_10208600401144162_1084033727_o

13383488_10208609027319811_1435683156_o

 13405126_10208600402584198_2100188297_o

 

Se Catedral

13389006_10208600401624174_1913187551_oSymbol miasta. Jest to, uwaga -kto uważnie czytał post u Rumunii i nas tu złapie za pomyłkę??- katedra OBRONNA. Mi przypominała trochę Notre Dame. Budowana od XII wieku! Gwarantuje super widok na miasto i trochę kafelek na zewnątrz. Trzeba zobaczyć!

 

 

Most Luisa I

13351242_10208600402624199_316610580_oNajfajniejszy w całym Porto (łącznie w Porto jest ich aż 6) . Zaprojektowany przez ucznia Gustawa Eifla (tak tak, dobrze kojarzycie) bardzo przypomina styl Mistrza. Koronkowe wykończenia nadają niesamowitej lekkości temu potworowi ze stali. Można go przejść zarówno na dolnym jak i górnym poziomie. Powtórzę się, no ale trudno taka jest prawda- tutaj również piękne widoki gwarantowane!

 

13396667_10208600402944207_2021663251_o


Kafelkowe świątynie

Na każdym kroku nadziewaliśmy się na kościoły całe oblepione azulejos. To naprawdę niesamowity i piękny widok. Zazwyczaj w typowo biało-niebieski deseń, przedstawiające sceny biblijne i nie tylko. Całe ściany w kafelkach! Nie wiem jak oni to zrobili, że tyle lat to przetrwało. Ale wygląda iście niebiańsko. Ciekawe co było pierwsze: moda na biało-niebieskie kafelki, czy kościoły całe w nich?

13383398_10208617861540661_354745543_o

13405349_10208617862580687_336132389_o

 

Grafitti, które ozdabia

Tak, jak widać to możliwe. Grafiti w środku miasta, ba, nawet na starówce pisanej na listę UNESCO. I do tego fajne, nie odrzucające, porządnie zrobione. Kawał fajnej sztuki ulicznej.

13389178_10208609027879825_403230401_o

13396746_10208617860940646_1792257213_o

13383675_10208617859940621_1384494703_o

 

Widokowa kolejka w centrum: Teleferico de Gaia nad Douro

Można zjechać z górnego poziomu Mostu Luisa I na dół, wprost pod progi domów wina Porto! U tu znów- super widoki. Do tego za przejażdżkę dostaliśmy gratis bon na degustację u jednego z najstarszych producentów.

13383793_10208609026479790_70540544_o

13383652_10208600403424219_1088175026_o

 

Za końce świata!

Po południu, po bardzo wesołym spacerze nie wiedząc czemu, udało nam się dotrzeć na upragnioną przeze mnie plażę nad Oceanem Atlantyckim.  Reszta chyba aż tak bardzo nie chciała tam jechać, ale ostatecznie i tak przyznali mi rację! Leo szalał po piasku jakby nie wychował się na plaży, nie wiem o co mu chodziło.13396860_10208609029639869_646290711_o

13383657_10208600402544197_327078155_oToast przy zachodzie słońca wznieśliśmy winem, które jest absolutnym przeciwieństwem Porto (uff!)- czyli tym z gatunku produkowanych nomen omen na wybrzeżach Portugalii, Vinho Verde (zielone wino).

13405165_10208617858420583_1446847839_o

Moc i siła Oceanu tak bardzo różni się od naszego swojskiego Bałtyku! Wow jaram się dużą wodą, nareszcie! Jednak czasami zdarza mi się opuścić mentalnie moje Darłowo 😉

13383754_10208617858140576_1047199071_o

No i w końcu, jak często zdarza się świętować urodziny w takim miejscu, na końcu świata. Chyba każdemu by się podobało!

 

Slow w Porto- TAK!

Porto to bardzo dobre miejsce na slow travel. Gdzie nie zajdziesz jest po prostu ładnie, stylowo, kafelkowo. Mnóstwo knajpek i barów do odpoczynku. Mnóstwo wina do powolnego degustowania. Nie trzeba zarzucać się przewodnikami i informacjami historycznymi, żeby poczuć to miasto. Możesz po prostu skupić się na byciu razem, na wspólnym oglądaniu i przeżywaniu. To chyba w naszych podróżach cenię najbardziej. Nasz wspólny czas w 120% dla siebie, bez rozproszeń.

Bez przygotowania byliśmy w stanie docenić wszystko takie jakie jest, bez wskazywania palcem z przewodnika co koniecznie trzeba zobaczyć a czego nie. Co POWINNO Ci się podobać. Porto autentyczne jest też, a może przede wszystkim dzięki temu, że dopiero zaczyna się podnosić z kolan.
Ale o tym będzie nieco później, czyli już w następnym odcinku :

co nas najbardziej uderzyło w Porto?

13383727_10208617862220678_342674628_o

TOP 10 Słowniczek Porto
Transylwania: co zobaczyć w Krainie Sasów Siedmiogrodzkich??

  • Ms marlena

    Wow, nawet nie wiedzialam ze jest definicja na moje podrozowanie po swiecie.zawsze myslalam ze to ja jestem slow a nie moj traveling.
    Ps. Fotki leosia z tej notki sa mega..!:)))chyba zabierze ci tytul najbardziej plastycznej twarzy do smiesznych (?)min

    • Miss Marlena, czuję to samo 😀 dobrze wiedzieć, że jednak są inne powolniaki! A poza tym pikne focie Moniczko! Brakuje jeszcze tylko więcej o jedzeniu, bo ja lubię jeść i jem oczami, dlatego jestem jeszcze trochę laską. Bacalao spróbowaliście? :)

  • Monia

    haha przybijcie piątkę powolniaki! 😉 my nie mamy wyjścia ale JAKOŚ SIĘ PRZYZWYCZAIMY do takiego trybu 😉 Uliczko-odnośnie jedzenia postaram się napisać w drugim poście o Porto, takim ze szczegółami technicznymi. Nasza znajoma mieszkająca tam kilka lat (pozdrawiam Anita!) oprowadziła nas po najlepszych (a wcale nie najdroższych) knajpkach. Niestety byliśmy tak głodni że zdjęć dużo nie mamy, ale następnym razem bardziej się postaram 😀 buziaki!!

  • Monika, podoba mi się, że we wszystkim widzisz pozytywy,
    okazuje się, że nawet podróż z dzieckiem ma niepowtarzalny urok

    …i tak to potrafisz sprzedać, że chyba wypożyczę dziecko na następną wycieczkę :)

    • Monia

      No ba, znamy to, prawda?: jak się chce szuka się sposobu, a jak się nie chce- powodu. Z dzieckiem też się da, co więcej można z tego czerpać również przyjemność. Jak nie skupiam się na negatywach to jeszcze więcej się chce. Są Zady i Walety, jak ze wszystkim ;)) a Leosia z chęcią wypożyczę ALE z nami w pakiecie! :)

  • Pingback: Festiwal Boccaccesca 2016: wino, jedzenie i Toskania!()

  • Pingback: Whisky w Szkocji: Destylarnia Glenfiddish + (trochę) Edradour()