Transylwania: co zobaczyć w Krainie Sasów Siedmiogrodzkich??



Przed wyjazdem do Rumunii przeczytałam gdzieś, że funkcjonuje tam takie powiedzonko : ”jeśli Transylwania kojarzy Ci się z Drakulą, to znaczy, że nic o niej nie wiesz”. Niesamowicie dobrze powiedziane! Spędziliśmy tam tegoroczną majówkę, i wiem teraz, że ta kraina powinna nam się kojarzyć zupełnie z czymś innym. Ile tam jest do oglądania i dotykania!!! I nie mówię tu bynajmniej o sukienkach Cyganek 🙂


 

Po pierwsze, co to w ogóle jest Siedmiogród i Transylwania?

Uwaga, na początku miliony faktów, ale trzeba to ustalić, żeby ruszyć dalej.

Transilvania to oficjalna nazwa rumuńska. Erdely to nazwa węgierska, funkcjonująca w języku narodu panującego tutaj blisko 1000 lat. Obydwie nazwy oznaczają „kraj za lasami”.  Siedmiogród to nazwa polska, będąca dosłownym tłumaczeniem niemieckiego Siebenburgen. Te siedem miast, do których odwołuje się Siedmiogród to najprawdopodobniej założone lub rozwijane przez kolonistów saskich z końcem XIIIw: Braszów, Sighisoara, Mediasz, Sybin, Sebes, Bystrzyca, i Kluż.



Te wszystkie nazwy są wymienne, ale w zależności od kontekstu mówimy o nieco innym obszarze. Możemy więc mówić o krainie historycznej (teren dawnego Księstwa Siedmiogrodzkiego), o regionie geograficznym (Wyżyna Siedmiogrodzka), czasami terytorium wewnątrz łuku Karpat, które przyłączono do Rumunii po I wojnie światowej, aż po aktualne granice z Węgrami i Ukrainą. Pojęcie „właściwego Siedmiogrodu” funkcjonujące w polskiej literaturze geograficznej odnosi się do historycznych terenów księstwa Siedmiogrodzkiego (bez kilku przejściowych nabytków terytorialnych, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć).

My skupiliśmy się na dawnej krainie Sasów Siedmiogrodzkich w centralnej i południowej części Siedmiogrodu. Jakoś tak wydawała nam się najciekawsza: stare saskie wsie z niesamowitymi grodami kościelnymi, zamkami chłopskimi, pozostałościami po Krzyżakach a także piękne, najwyższe w rumuńskich Karpatach góry Fogaraskie ze swoją słynną Szosą. Nic tylko zwiedzać, oglądać, dotykać, się zachwycać się!

 

 

Co zobaczyć?

Jeśli po drodze z pracy do domu akurat zajedziecie w te strony, oto co musicie zobaczyć koniecznie:

1. Sighisoara

DCIM105GOPRO

Piękne miasteczko żywcem wyjęte ze średniowiecza. Wpisane na listę UNESCO, autentyczne i gwarantujące chwilowe przeniesienie w czasie. Nie bez powodu zwane jest perłą Siedmiogrodu! Nasza baza wypadowa do oglądania wszystkich atrakcji tej krainy.

DCIM105GOPRO

Widok na wieżę kościelną-najsłynniejszy chyba motyw siedmiogrodzki!

13351013_10208573143502738_1004933573_o

Sighisoara

Ciekawa ciekawostka: jednym z domów, w tym najstarszym, żółtym, tuż przy rynku, według miejscowej legendy w 1431 r. urodził się Vlad Tepez, pierwowzór Drakuli! Teraz znajduje się tam droga restauracja, podobno niezbyt dobra, więc nawet nie wchodziliśmy.

Ciekawa ciekawostka 2: licznie zaznaczają tu swoją obecność niemieckie firmy konserwacji zabytków, których praca jest w części sponsorowana przez Niemców!

Tutaj przeczytacie więcej o Singhisoarze: https://pl.wikivoyage.org/wiki/Sighi%C8%99oara

 

2. Zamki chłopskie (Rasnov)

Chłopi sami sobie zbudowali zamki do obrony, takie sprytne bestie. Nigdy w nich nie zamieszkiwali na co dzień, traktowali je na zasadzie bunkru obronnego w razie zagrożenia. Jedyne zachowane przykłady ze średniowiecza to właśnie Siedmiogród! Wiele z nich nigdy nie zostało zdobytych.

My zobaczyliśmy chyba najsłynniejszy, w miejscowości Rasnov. Już z daleka go widać, razem z rumuńskim zamiłowaniem do Hollywood i Ameryki. Wielki napis na wzgórzu (tak, nic innego jak: RASNOV) do złudzenia przypomina właśnie ten z Hollywood: duże, białe, drukowane litery majestatycznie podpisują górujący nam nimi zamek. Wejście do zamku jest płatne i kosztuje 10 RON. Wchodząc za mury zobaczyć można całe małe miasteczko, a właściwie jego pozostałości. Są więc małe domki, miejsce, gdzie była szkoła, budynki rzemieślników, plac handlowy i wszystko to co można zobaczyć w skansenie miasteczka ze średniowiecza, tylko autentyczne. Aktualnie niektóre z tych budyneczków są przeznaczone na sklepiki z pamiątkami. Największe wrażenie robi mur obronny i wieże, oraz otaczające zamek wzgórza. Pagórki, po których „chodzi mgła” z jednej strony i rozległa dolina z drugiej, nadają temu miejscu szczególny klimat.

13340897_10208572988538864_2062921958_o

Dla chętnych poniżej film z miejsca widokowego, który nagrałam podczas rzęsistego deszczu, z narażeniem życia, kręcąc się dookoła siebie z dwoma aparatami pod parasolką po śliskich kamieniach (jak nie obejrzycie to się popłaczę):

 

 

 

3. Kościoły warowne

Nie tam żadne nudne zwykłe kościoły, jakich pełno u nas! Podobnie jak w przypadku zamków chłopskich, tylko w Transylwanii możemy zobaczyć te niesamowite budowle.

13122976_1729584803965486_1481166379860532485_o

Unikalne na skalę światową, zbudowane przez Sasów (czyli niemieckich kolonistów, których sprowadził tu ówczesny król Węgier) od XIII do XVI wieku. Najciekawsze znajdziemy w miejscowościach: Biertan, Iacobeni, Viscri, Homorod, Harman, Prejmer Ignis Nou, Walea Viilor i Cidnadie.

13115919_1729584797298820_6077638090833084156_o

13122932_1729584800632153_825950714291287426_o

Sasi budowali je w obronie głównie przed Mongołami i Turkami.

Te kościoły tak naprawdę wyglądają jak zamki! Fortyfikacje i umocnienia powstawały przez lata: potężne mury, niewielkie okienka-strzelnice, wysokie wieże (niekiedy dodatkowe także nad prezbiterium), strychy obronne, no i mury obronne- niekiedy nie pojedyncze ale podwójne, a nawet potrójne pierścienie wokół kościoła. Uwaga mądra dygresja: Ciekawe dlaczego u nas takich nie budowano. Przecież u nas kościoły równie często w razie wojen stanowiły schroniska, w których chowały się całe wioski. A jednak zawierzano cały system obronny Boskiemu Miłosierdziu. Zawsze to mniej roboty, no i w razie czego można stwierdzić „widocznie Bóg tak chciał!”, a nie „skopaliśmy tą budowę murów i nie wytrzymały”.

Kościołów warownych w Transylwanii jest strasznie dużo, mówiąc delikatnie.

IMG_5144

 

Jadąc przez wioski Transylwanii udało nam się zobaczyć kilka z tych obiektów i wejść do największego, wpisanego na listę UNESCO kościoła warownego w Biertan. To zdecydowanie moje ulubione miejsce w całej Trasnylwanii! Takiego spokoju, dostojeństwa i ciszy dawno nie doświadczyłam.

IMG_5387

za murami obronnymi kościoła w Biertan

Oglądaliśmy bardzo stare i bardzo autentyczne mury, nie odnowiony kościół, zarośnięte trawniki dookoła niego. Rozmawialiśmy łamaną angielszczyzna i na migi z opiekunka kościoła, która pokazała nam ocalały system zamykania drzwi do prezbiterium (na wypadek napaści, w końcu to kościół obronny). Podziwialiśmy kunszt budowniczych sprzed kilku stuleci, który utrzymał tą budowlę przez tyle lat w tak świetnym stanie! Wokół tego kościoła zbudowano aż trzy opaski muru obronnego.

IMG_5236

wioska Biertan

Dodając do tego niesamowicie malowniczą okolicę: zielone tarasy na wzgórzach dookoła, ceglaste dachówki, konie i przedsezonowy brak turystów, wyobraźcie sobie jak nie zakochać się w takim miejscu. Kościołów obronnych w Trasnylwanii jest sporo, my widzieliśmy kilka z nich, ale ten pewnością został moim ulubionym. Będąc w okolicy koniecznie trzeba tu zajechać!

 

4. Trasa transfogaraska

trasa transfogaraska

zdjęcie z internetów-dlaczego nie moje? o tym poniżej!

To, jak już może wiecie, główny motywator Adriana, jeśli chodzi o ten wyjazd. Jakoś tylko nam umknęło (ach te nasze super przygotowanie jak zawsze), że trasa jest zamknięta w okresie jesienno-zimowo-wiosennym, czyli od września do czerwca jej nie przejedziemy. Gdy już nawet wiedzieliśmy o tym, będąc tak blisko bardzo chcieliśmy zobaczyć chociaż jej kawałek, przekonać się jak wygląda zamknięcie tej trasy, czy jest jakiś szlaban czy urwany asfalt czy co. Niestety mieliśmy dość napięty grafik i wracając z odwiedzin Zamku Bran było już dość późno.

13223579_10208457014999598_822395976_o

przed nami wyrastają Góry Fogaraskie

Trasa ta, czyli droga DN7C, przekraczająca Góry Fogaraskie (najwyższe pasmo Karpat rumuńskich) i doprowadzająca do Cutea de Ages na Wołoszczyźnie, została wybudowana wielkimi nakładami sił, środków (w tym dynamitu) i ofiar ludzkich przez ówczesnego prezydenta Rumunii w latach ’70 ubiegłego stulecia. Nicolae Ceaușescu (tak, tak, czyta się: CZAŁCZESKO) znany był ze swoich dziwnych wizji świata, które sukcesywnie wprowadzał w życie. W tym przypadku chodziło o strategię szybkiego przerzucenia wojsk przez Karpaty w razie zagrożenia, co akurat nie było dziwne biorąc pod uwagę czas i wydarzenia tamtych lat. Dziś ta trasa to jedna z najciekawszych w Europie (może i na świecie) wysokogórskich tras turystycznych, na którą co roku ściągają tłumy turystów aby podziwiać niesamowite serpentyny, strome podjazdy i zjazdy. Top Gear urządził sobie tutaj nawet rajd najlepszymi samochodami świata, driftując i zahaczając kołami o przepaście. No i widoki! Podobno piękne (hehe). Jak już wiecie, my byliśmy tam w maju, czyli wtedy, gdy trasa była jeszcze zamknięta z powodu zalegającego u góry śniegu, utrzymującego się nawet do końca czerwca. Nawet podobno w lecie po wjechaniu na szczyt można rzucać się śnieżkami. Nie mniej jednak wjeżdżając od północy, czyli jadąc rozległą doliną wzdłuż Gór Fogaraskich, należy skręcić o 90 stopni w lewo i wjechać wprost w góry. Tam wspinaliśmy się jakąś godzinkę, zaczęło się ściemniać, po drodze minęliśmy zaledwie 2 samochody jadące z przeciwnej strony, padał deszcz, a temperatura spadała z każdym przejechanym metrem. Powiedzieliśmy sobie, że dojedziemy tak daleko, aż będzie mniej niż 4 stopnie (mieliśmy letnie opony oczywiście, jak to w maju). I w końcu kiedy zrobiło się 3,5 stopnia i już mieliśmy zawracać, naszym oczom ukazała się ostatnia osada na szlaku, czyli hotel górski Balea Cascada. Właśnie zawracaliśmy, gdy dostrzegliśmy znak zakazu wjazdu tuż za zakrętem!

13334620_10208572987778845_859818133_o

Tak więc udało nam się dojechać tam gdzie chcieliśmy, najdalej jak się da. To miejsce położone jest na wysokości 1230 m i w lecie znajduje się tu parking dla gości którzy chcą skorzystać z kolejki linowej do Balea Lac. W lecie kolejka ta kursuje od 9 do 17 ale kursy często są zawieszane przez złą pogodę lub niewystarczającą liczbę turystów. Wjazd w jedną stronę kosztuje 25 RON, osobno płatny większy bagaż.

Udało nam się nakręcić akurat ostatni fragment trasy tuż przed znakiem zakazu wjazdu:

 

Poniżej mapka z tą trasą. Google jej nie pokaże bo jest zamknięta, nie wiem dlaczego nie pokazuje dojazdu faktycznego czyli do Balea Cascada. Punkt A to początek trasy, punkt B to koniec. Po środku zaznaczone miejsce, do którego dojechaliśmy a także punkt widokowy, do którego już nie było nam dane dojechać. To kolejny nasz must see na następny raz w tych rejonach.

5. Saska zabudowa wsi i miasteczek

13235021_10208457012959547_728974838_o

Wspominałam już o Sasach Siedmiogrodzkich w tym poście.  Aby zbytnio się nie powtarzać przypomnę tylko, że 900 lat gościli na tych terenach na zaproszenie króla Węgier, w międzyczasie budując mnóstwo zamków i kościołów warownych, a także wsi i miasteczek. Z większych miast zbudowali: Bystrzycę, Sybin, Kluż-Napokę, Braszów, Medias, Singhisoarę.

Typowa dla nich zabudowa jest bardzo charakterystyczna i łatwo ją zauważyć jeśli będziecie przejeżdżać przez taką wieś: uporządkowane zagrody z wjazdami do posesję zabudowanymi zdobioną półokrągłą bramą w tym samym stylu co dom, szczelnie jeden przy drugim tworzą szpaler przez całą wieś czy miasteczko. Zamknięte z trzech stron podwórko to całkiem sprytny sposób na schowanie całego wiejskiego bałaganu rozpościerającego się zwykle koło domów. Wszystkie dachy pokrywa ten sam typ ceglastej dachówki, co dodatkowo poprawia estetykę wsi i miasteczek. Szkoda ze tak u nas nie ma bo naprawdę porządnie i czysto to wygląda. Niemiecka jakość, wiadomo! Aktualnie te miasteczka i wsie opuszczane masowo przez Sasów w ciągu ostatnich dziesięcioleci są zasiedlone przez Romów. I teraz mamy Cygańską jakość! Dyskusyjna sprawa.

 

6. Zamki Drakuli

13351174_10208572987898848_1828040705_o

To dopiero historia rodem z poprzedniej epoki! Takich rewelacji chyba nawet u nas nie wymyślono. Po co reklamować jakieś ruiny skoro całkiem niedaleko jest ładniejszy zamek, bardziej pasujący na siedzibę Drakuli?

Zamki są dwa: Zamek Bran i Zamek Poienari. Ten drugi był autentycznie siedzibą Vlada Palownika (rum. Vlad Tepes), pierwowzoru postaci Drakuli. Zbudowany w XIII wieku, położony przy obecnej Trasie Transfogaraskiej byłby pewnie przez nas również „zaliczony” gdyby nie zamknięta trasa… Więcej na jego temat znajdziecie tutaj.

Pierwszy z wyżej wymienionych zamków zaś nie miał z Drakulą kompletnie nic wspólnego, ale władze uznały, że jego spektakularne położenie i tajemniczy wygląd świetnie pasują na turystyczną atrakcję regionu. Reklamowano go więc usilnie jako Zamek Drakuli, co było delikatnie mówiąc nadużyciem historycznym. Dopiero od koniec lat ’90 ubiegłego stulecia wycofano się z tego pomysłu. Wymazano kłamstwa z przewodników, zniknęły wszelkie drakunalia z placyku handlowego przed zamkiem. Nie mniej jednak do tej pory wpisując w Google hasło „prawdziwy zamek drakuli” najpierw wyskoczy zamek w Branie 🙂

13230925_10208457085721366_2083800021_o

Tak nas ta historia rozbawiła, że tak czy inaczej chcieliśmy zobaczyć ten zamek. I dobrze zrobiliśmy! Co prawda, w życiu nie płaciłam tyle za wejście (jakieś 40 zł) ale było warto. Zamek jest naprawdę śliczny i tajemniczy. Małe komnaty, tajemnicze przejścia w ścianach pomiędzy pokojami, świetne widoki. Tylko ten stragan przed, rodem z Krupówek czy Władysławowa latem, biegające brudne na siłę rumuńskie lub cygańskie dzieci, niedobre jedzenie w mega turystycznych knajpach i ogólny bałagan- nie zrobiły dobrego wrażenia na odchodne.

IMG_4691

Oficjalna strona zamku Bran: http://www.bran-castle.com/

O prawdziwej historii Drakuli poczytacie tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82ad_Palownik

To już wszystko co chcieliśmy Wam opowiedzieć o Transylwanii - zapraszamy do galerii zdjęć z tej wyprawy! 🙂

 

print
Slow travel. Porto, bez przewodnika
Rumunia w 7 dni z dzieckiem. Informacje praktyczne