Pokinianka i podlaski przełom Bugu, czyli weekend w chacie na końcu świata



Mały, biały domek, złoto na polach, błękit letniego nieba i siwe araby z Janowa Podlaskiego. Z tymi, strasznie banalnymi, idealnymi kolorami lata, kojarzyć mi się będzie najbliższy z Warszawy koniec świata.

 


O tej, bynajmniej nie banalnej krainie, mogę (i zanosi się na to, że będę) pisać bez końca. Każdy jej kawałek nadaje się na osobą część opowieści o tym, jak fajnie, ładnie i swojsko jest pod wschodnimi granicami Polski. Nigdy nie musimy nic planować przed podróżą w te rejony, wystarczy lato, bak pełen paliwa, mapa i kurs na granicę. Podlasie, wschód, zawsze pokaże nam coś nowego, jednocześnie zasiewając dobrze znany, tutejszy spokój i błogi stan umysłu, upojonego nadmiarem świeżego powietrza.

 

Końce świata na Bugu

Lubimy zjeżdżać bez celu wschodnie granice Polski. Nie wiem dlaczego, ale jaramy się tymi końcami świata, brakiem turystów, naturą nieskażoną głupimi architektonicznymi pomysłami, starymi miejscami pełnymi nieznanych historii. Atrakcji i właśnie tych miejsc wartych dotknięcia znajdujemy tam tak wiele, że zawsze czujemy niedosyt. Tym razem oglądaliśmy koniec świata najbliższy z Warszawy, czyli tzw. Podlaski Przełom Bugu, okolice Janowa Podlaskiego.

IMG_4407

 

Chata!

Trafiliśmy akurat w te okolice właśnie dlatego, że na Bookingu znalazłam ciekawą chatkę do wynajęcia w przystępnej cenie, w przeddzień wyjazdu... Opis był bardzo skromny, zdjęć tyle co nic, ale decydowaliśmy się. Urzekło nas to, jak blisko granicy się znajduje;) I dobrze zrobiliśmy, był to jedno z najciekawszych od dawna miejsc, w których spaliśmy!

Bo tego jeszcze u nas nie było:) Spełniło się nasze skryte marzenie o spaniu w jednym z tych milionów mijanych zazwyczaj w tej krainie domków. Było dokładnie tak, jak to sobie wyobrażaliśmy: w środku kaflowe kuchnia i piece, drewniana, pomarańczowa od olejowania podłoga, widok z każdego okna na pola i łąki. Na zewnątrz stodoła, kurnik, buda, studnia, obora, gniazdo bocianów na słupie doprowadzającym prąd tylko tutaj. Wszystko niestety puste. Łącznie z tym, że nie było nawet gospodarza! Całkiem niechcący bowiem wynajęliśmy na dwie noce niegdysiejszy dom/gospodarstwo dzisiejszego pracownika jednej z warszawskich korporacji:) Pan Jacek, najprawdopodobniej wychował się w tym miejscu, albo przynajmniej często bywał- świadczyła o tym ilość rzeczy prywatnych, zdjęć, płyt, pamiątek. Teraz wynajmuje to miejsce spragnionym świeżego powietrza warszawiakom i przyjeżdża tu od czasu do czasu. A miejsca pilnują jedynie dwa boćki, krążące nad nami cały dzień i chowające się na polu ze strachu przed hałasami;)

Chatka leży jakieś 170 km od Warszawy, i to stosunkowo niedaleko za zjazdem z krajowej "2". Dojazd jest więc bardzo szybki. 80 metrów kwadratowych to trzy sypialnie, łazienka z małą wanną, "salon z kuchnią" i przedsionek. Przyjechaliśmy tu w nocy, klucząc nieco po polnych drogach w okolicy, co wzmocniło jeszcze efekt odludzia:) Ale tak, jest odludnie, nawet za dnia. Chata bowiem jest tak sprytnie położona (za prywatnym małym laskiem, gdy skończy się asfalt, potem szuter i zacznie polna droga), że z jej okien nie widać nic poza polami:) Kaflowa kuchnia to już raczej tylko relikt przeszłości (chociaż wydaje się, że gdyby tam poszperać i odpalić to dałaby radę), ciepła woda z bojlera leci jak chce (kąpiel udała się po napełnieniu połowy wrzątkiem i dopełnieniu lodowatą :) a pająki w kątach (i nie tylko) czy zdechłe muchy, są w zasadzie wszędzie. Czy był więc to dobry wybór? Oczywiście, że tak:) I oczywiście, że dłużej nie chciałabym mieszkać w takich warunkach. Posprzątałabym, naprawiła sobie bojler (ok, to może Adrian), wyrzuciła tonę gratów. No ale. Widok, okolica, niesamowite położenie i te pola, tuż przed żniwami. Powietrze pachnące świeżością. Coś pięknego. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom, zdjęć pól i tej uroczej chatki zrobiłam chyba z miliard.

Cały dzień spędziliśmy na leniwym oglądaniu okolicy, graniu w piłkę, leżeniu na kocu, spaniu w słońcu na leżakach z piwkiem w ręku, gdy maluch poszedł spać. Wieczorem zrobiliśmy sobie ognisko z kiełbaskami. Był ogień, milion gwiazd nad głowami i tylko gitary brakowało;)

Brakowało nam bardzo takiego czasu.

to nasza chata (po lewej) i stodoła na terenie gospodarstwa (po prawej). Lasek właściciela widoczny za nimi. Za nim jest droga do posesji. Ta, którą widać tutaj, to droga na pole.

IMG_4389 IMG_4390 IMG_4417 IMG_4423 IMG_4424 IMG_4426

20615231_10212495155070576_710826110_o

20616076_10212495191511487_2047650908_o 20597656_10212495191191479_1990840878_o 20536042_10212495154590564_1066245159_o 20543004_10212495145910347_1529708066_o 20542997_10212495153670541_1389036245_o 20543199_10212495154230555_659523865_o

IMG_4422 IMG_4428

20536120_10212495463678291_1761900269_o

20615368_10212495146110352_1647925663_o 20597675_10212495113029525_1025083271_o 20542996_10212495112869521_1990151494_o 20590791_10212496687308881_104325710_o 20590863_10212496690068950_1532611701_o 20536146_10212496689348932_161874126_o

20536002_10212496680588713_1925152712_o 20543110_10212496680948722_947288487_o

Pokinianka

Adres: Pokinianka 10 -bliższe informacje lepiej przez telefon z właścicielem, bo ciężko trafić;)

Cena: 360 zł za dwie noce, w szczycie sezonu.

http://pokinianka.pl


 

Nazajutrz spakowaliśmy się po śniadaniu i pojechaliśmy oglądać granice i wszystkie punkty zaznaczone na naszej mapie jako "coś"- stara cerkiew, miejsce pamięci, stary dwór itp. Okolice przełomu Bugu mają niesamowicie dużo do pokazania!

(ps. właściciela chatki minęliśmy na drodze- przekazał obiecany sękacz przez okno w samochodzie i tyle go widzieliśmy! A sękacz, oczywiście, przepyszny!!)

 

Co udało się zobaczyć?

 

 

Hotel Pałac Cieleśnica

Miła odmiana od naszych skromnych kątów:) Kilka kilometrów od naszej chatki leży klasycystyczny pałac z XIXw, wyremontowany i zamieniony na hotel i restaurację. Otwarty po renowacji przez małżeństwo biznesmenów, w 2013 roku. Wykończone w bardzo wysokim standardzie (przynajmniej ta część, którą widzieliśmy- lobby, bar i restauracja). Bar i pomieszczenia, dzięki nowoczesnym nawiązaniom do starego klimatu rezydencji na wsi, skojarzyły mi się momentalnie z niesamowitym hotelem Kildrummy w Szkocji:)

20597590_10212495464438310_498278543_o

 

20536295_10212495189311432_234858224_o

IMG_4396 IMG_4397 IMG_4398 IMG_4401

20536185_10212495174791069_885798086_o 20536270_10212495197351633_1949589484_o 20535903_10212495191911497_2019451634_o

W podziemiach Cieleśnicy znajduje się SPA, a na podwórzu bardzo malownicze ruiny oranżerii, tuż nad małym stawem i wielkim trawnikiem, na którym akurat rozłożone były leżaki. Na starych drzewach w ogrodzie powieszone były huśtawki.  Zdecydowanie miejsce godne polecenia. Zamarzyło nam się tu wrócić w zimę!

 

Hotel Pałac Cieleśnica

Adres: Cieleśnica, 21-504 Rokitno,

Telefon: 83 345 40 40

www.cielesnica.com

 

 

Pratulin

Miejscowość znana z Sanktuarium Błogosławionych Męczenników Podlaskich, najsłynniejszego epizodu prześladowań związanego z rusyfikacją. W 1874 roku, w akcji przymusowego przyłączania unitów do Kościoła Prawosławnego, w ramach obrony swojego kościoła zginęło tu męczeńską śmiercią 13 mężczyzn, w wieku od 19 do 50 lat. Zostali rozstrzelani przez wysłańców Cara Aleksandra II, gdy sprzeciwili się wpuszczeniu do kościoła wysłannika kościoła prawosławnego. Niezwykłe, że do dziś zachowały się opisy tych osób, np.

  • Wincenty Lewoniuk – l. 25, pochodzący z Woroblina. Wśród sąsiadów i znajomych cieszył się opinią pobożnego i przywiązanego do Kościoła człowieka. Podczas obrony świątyni zginął od pierwszej salwy karabinowej.
  • Konstanty Łukaszuk – l. 45. Razem z żoną prowadził gospodarstwo, miał siedmioro dzieci. Szanowano go za rzetelność i uczciwość.
  • Bartłomiej Osypiuk – l. 30. Był przykładnym ojcem i mężem, człowiekiem głęboko wierzącym. Od dłuższego czasu pełnił straż przy pratulińskiej świątyni i tam też został śmiertelnie ranny.
  • Anicet Hryciuk – l. 19. Ze względu na niezwykłą pobożność i dobroć przyrównywano go do św. Stanisława Kostki

Po zabiciu mężczyzn, wojsko rosyjskie pochowało wszystkich we wspólnym grobie, bez udziału najbliższych, w odosobnionym miejscu. Grób zrównano z ziemią.

Mężczyźni zostali błogosławieni przez Jana Pawła II w 1996 roku. Dziś cały teren Sanktuarium jest bardzo zadbany i ładnie zagospodarowany. W takim wschodnim klimacie. Na olbrzymim obszarze znajduje się np. droga krzyżowa. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widzieliśmy- kapliczki ze stacjami, czyli całe domki z rzeźbami, są od siebie znacznie oddalone, pięknie rozstawione przy lesie, na polach, w okolicy Sanktuarium. Można zobaczyć miejsce pochówku męczenników i pomnik postawiony już po uzyskaniu niepodległości przez Polskę, w 1918 roku.

20535973_10212495460118202_1218724084_o

 

 

Stary Bubel

Drewniana cerkiew unicka z XVII wieku, przemianowana na cerkiew prawosławną i ostatecznie na kościół.

IMG_4411 IMG_4412

20597907_10212495461798244_2088862081_o

 

Gnojno

Cerkiew prawosławna z XIXw w stylu BIZANTYJSKO-ROSYJSKIM (czyli tym samym, jak Sobór Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, o którym pisałam w poprzednim poście), przejęta przez Kościół katolicki w 1947 r. Obecnie Kościół p.w. Św. Antoniego Padewskiego.
IMG_8800

IMG_8797

 

Krzyczew

W tej wsi szlacheckiej, jak się okazuje, na mapie mieliśmy zaznaczone dwie atrakcyjne atrakcje. Jedną z nich była stara cerkiew, drugą stary dwór. Pierwsza rzeczą, która nas ujęła po wjeździe do miejscowości był znak na rozdrożu, mający w zamierzeniu informować o tym, w którą stronę należy się udać, aby oczywiście te atrakcyjne atrakcje znaleźć. Uważajcie na niego, trzeba się na prawdę przyjrzeć i zauważyć palce na końcu tabliczek skierowane w tą stronę, gdzie trzeba jechać. Z odległości około metra są już widoczne! 😀 😀

Drewniana cerkiew unicka z XVII wieku (również w 1875 roku w wyniku rusyfikacji zamieniona na cerkiew prawosławną), obecnie kościół, leży przy drodze nr 698. Na dachu kościółka widnieje data 1683, gdyż prawdopodobnie do jego budowy wykorzystane zostały elementy poprzedniej świątyni stojącej w tym miejscu.

Kościół jest ładnie zachowany, odnowiony. Wyjątkowość tej budowli polega, wg mnie, na jej położeniu- na skarpie tuż nad Bugiem i tuż przy granicy! Na posesji kościółka znajduje się znak graniczny, a na rzece, tuż za budynkiem, zaczyna się Białoruś. Inną ciekawostką na posesji jest mogiła (nagrobek w formie kapliczki) właścicielki wsi, szlachcianki Marianny z Kobylińskich oraz kamień pamiątkowy informujący, iż w tej miejscowości swoją drogę do Stanów Zjednoczonych rozpoczął Tadeusz Kościuszko... Ale to plotka, wiemy nawet czyja;)

20524414_10212495457278131_1771919931_o

Sękacz!!!

Stary znak graniczny z 1956 roku, granica ZSRR

20615317_10212495193751543_1283606974_o

20590700_10212495464318307_1000684174_o

Po drugej stronie Bugu- BIAŁORUŚ!

Jadąc dalej w kierunku Terespola drogą 698, nieświadomie minęliśmy stary cmentarz unicki schowany w krzakach po prawej stronie drogi. Właśnie w lato jest zupełnie niewidoczny, co możemy potwierdzić:)

Po kilku minutach dojeżdżamy do dworku. Pan Tadeusz Wołodyjowski!!, aż chciało się zakrzyczknąć! ;)))

20597973_10212495457718142_1618372269_o

Żarty, żartami ale rozpadający się, zarośnięty, z resztkami ogrodu dookoła- dwór w staropolskim stylu, na nasze laickie oko, a wg internetów: klasycystycznym- zrobił na nas olbrzymie wrażenie. Dojechaliśmy do sporej, dość nowoczesnej bramy, która była zamknięta więc odwinęliśmy w kierunku tej samej drogi. Z drogi bowiem dwór nie ma żadnej ochrony przed takimi wścibskimi, jak my, miłośnikami staroci. Jedyną przeszkodą były dość wysokie trawy, pewnie pełne robactwa i pająków, ale Leo dał radę, więc nie było tak źle. Po kilkunastu metrach doszliśmy do zarośniętego ronda na którego środku stał zegar słoneczny. Rozejrzeliśmy się od frontu, toskańskie kolumny dumnie stoją pomimo braku daszku.

20542887_10212495459718192_1285168809_o

Zajrzeliśmy do środka i zauważyliśmy, że drzwi po drugiej stronie są otwarte. Co więcej, zauważyliśmy ledwo widoczny kształt, jakby głaz, albo kolano. Obeszliśmy powoli dom dookoła i co się okazało??!

20597649_10212495459118177_797298618_o

20543227_10212497766335856_1970472522_o

20535914_10212495458398159_264845796_o

20615379_10212495457918147_333626457_o

Wtryniliśmy się na posesję, gdy przebywał na niej jej właściciel!!! Czytał książkę...

IMG_4405

Od razu zaczęliśmy z daleka się witać i przepraszać za wtargnięcie. Pan Witold, jak się okazało, był jednak bardzo uprzejmy i nie dość, że nie wygonił nas widłami, to jeszcze opowiedział o historii dworku! O tym, jak w 1990 roku go kupował, jakie ma problemy z konserwatorami zabytków, dlaczego go nie może odnowić.

Wracając do plotki o Tadeuszu Kościuszko-  Pan Witold uśmiał się, gdy powiedzieliśmy mu o kamieniu z napisem przy kościółku. Podobno to właśnie on powiedział "coś kiedyś komuś" o tej historii, ktoś powiedział komuś innemu, trochę poprzekręcali i tak powstała plotka! Która doczekała się kamiennego upamiętnienia przy kościele:) W rzeczywistości, zgodnie z prawdą historyczną, Tadeusz Kościuszko nigdy nawet w Krzeczynie nie był:) Ale spływał Bugiem!;))

Opowiedział nam również ciekawostkę o piwnicach dworu. Okazuje się bowiem, jest to potwierdzona informacja przez archeologa, że część piwnic jest zbudowana z cegieł ze średniowiecza i w taki sposób, jakby były to pozostałości wież. Pan Witold przypuszcza, że mogą to być pozostałości po trzeciej wieży Templariuszy. Dwie z nich są podobno odnalezione,  gdzieś na wschodnich granicach Polski, czy to jest ta trzecia, której nikt nie może znaleźć? Jedna z wież obronnych drogi na Brześć?? Tego nie wiemy, pewne jest natomiast, że historie opowiadane przez tego Pana na długo pozostaną nam w pamięci.

Mieliśmy niesamowite szczęście, że udało nam się poznać właściciela dworku i zobaczyć z bliska ten stary budynek. Nie chcieliśmy nadużywać gościnności i wpraszać się do środka, chociaż korciło nas niesamowicie, aż mnie do tej pory skręca jak sobie pomyślę, jak to może wyglądać! Następnym razem!;)

 

 

Janów Podlaski

W końcu zobaczyliśmy tą słynną stadninę! Która zresztą nie lezy w Janowie Podlaskim tylko w pobliskiej Wygodzie:) Jest piękna, świetnie zagospodarowana. A konie? Na żywo wyglądają jeszcze dostojniej i bardziej elegancko niż na migawkach z TV, podczas corocznej wielkiej aukcji! Aukcja ma się odbyć już niedługo, jak co roku w połowie sierpnia, o czym informowały afisze. Odbędzie się w cieniu politycznych skandali i całkowicie nieudanej aukcji sprzed roku. Zgodnie z informacją Pani przewodniczki, którą podsłuchaliśmy, gdy akurat przechodziła z grupą obok nas- cała stadnina czeka na efekt tegorocznego eventu, efektu 200 letniej pracy opiekunów, hodowców i trenerów w tej podobno najlepszej na świecie hodowli koni czystej krwi arabskiej i półkrwi angielskiej.

Stajnia Zegarowa

20590897_10212495461318232_1047166409_o 20536075_10212495194311557_2122705681_o

20590465_10212495464238305_2131147487_o

 

 

Borsuki, Klepacze, Serpelice-Bug!

Wracając w kierunku Drohiczyna przejeżdżaliśmy przez okolice miejscowości Borsuki, Klepacze, Serpelice. Urzekła nas dziwna atmosfera, jakbyśmy nagle znaleźli się jakimś mazurskim albo nadmorskim kurorcie! Pełno porozbieranych ludzi przechadzających się z materacami, małe dzieci z zabawkami do kąpieli i piasku. Mnóstwo samochodów powciskanych w każde możliwe pobocze drogi. Hotele, bary, restauracje. Po drodze agroturystyki, informacje na płotach o wynajęciu kwatery. To chyba jakaś podlaskie Zakopane czy Mikołajki.

Nie mogliśmy się oprzeć i poszliśmy na chwilę na brzeg. Dla mnie, wychowanej nad morzem, zawsze nie do pomyślenia było, jak można spędzić lato bez wody. Całe dzieciństwo zastanawiałam się, jak ci biedni ludzie poza Pomorzem w ogóle mogą żyć. Jak widać, można! I to w całkiem pięknych okolicznościach przyrody;))

 

20615118_10212495460718217_1800580835_o

Hotel/Restauracja w Borsukach

IMG_8796 IMG_4252

 

A na odchodne, taka o ciekawostka: jedyne w Polsce stare dystrybutory paliwa! na stacji paliw na rynku, w Janowie Podlaskim:)

20542884_10212495458118152_1115629937_o

 


 

I dzikie słoneczniki!

DCIM138GOPRO

Podlasie, już tęsknimy <3

Moskwa 2017: 'Stalinskije wysotki' czyli Siedem Sióstr Stalina!
Moskwa 2017! Miejsca, w które się wraca.

  • Aneta Jakielaszek

    Cudownie! Polska jest piękna! Tęsknię jak cholera, szczególnie w wakacje.