Przed-przedwiośnie w Młynie Klekotki- holistyczny relaks w SPA na prawie Mazurach

Choć doświadczeń podróżniczych z dziećmi mamy już kilka na koncie, czegoś takiego do tej pory nie przeżyliśmy. W sumie, nawet nie przypuszczaliśmy, że to może nam się kiedykolwiek przydarzyć. Raczej obstawialiśmy, że jesteśmy poza grupą ryzyka, bo myśl taka była nam zupełnie obca, wręcz surrealistyczna.

Wizyta w Młynie Klekotki sprawiła, że po prostu spojrzeliśmy na pewne sprawy z innej perspektywy...  No Ale! Stało się, czasu już nie cofniemy. Głupio się przyznać, ale musimy być szczerzy...

<grzmot grzmot>

…Poczuliśmy, że CHCIELIBYŚMY TU PRZYJECHAĆ BEZ DZIECI <0_0>


Może to podświadomość, a może przypadek, a może po prostu jesteśmy nienormalni, ale raczej mało podróżujemy po miejscach związanych ze SPA. Odpoczynek na wyjazdach traktujemy dość filozoficznie, można by powiedzieć... (szczególnie odkąd jeździmy we czwórkę;) jako oderwanie od codzienności i odpoczynek od cywilizacji na różnego rodzaju końcach świata. Odpoczynek oczu poprzez oglądanie naturalnie cudnych krajobrazów, odpoczynek myśli czytając (nawet pobieżnie, czy w drodze do szukania "piciu siusiu już teraz zaraz") niesamowite historie krain, budynków czy osób, otwierające oczy na sprawy do tej pory nam nieznane, a niesłuchanie ciekawe. To było nasze dotychczasowe, wyjazdowe SPA. Ciągamy ze sobą nasze „bombelki” wszędzie i do tej pory zawsze byliśmy z tego zadowoleni. Mając do wyboru siedzenie w domu i czekanie aż urosną, woleliśmy przekupić je chrupkami i choć chwilę pobyć w niezwykłym miejscu i choć na zmianę cieszyć oczy zdumiewającym światem.

Ale w miejscach z TAKIM Spa, z taką kuchnią, z piwniczką win, z jaccuzi na pomoście i do tego z całkiem pokaźną nutą klimatu i dobrego smaku, pokazujące co dobrego można zrobić z murów z historią (niejedną!)- jeszcze nie byliśmy. I już wiemy, że jeszcze będziemy;) Tylko tym razem, aby w pełni wykorzystać atuty tego miejsca, zamierzamy tu przyjechać na wywczas bez dzieci.

Bo choć teren duży i plac zabaw jest, a i łóżeczka dla dzieci również się znajdą- naszym zdaniem, to miejsce zasługuje na zasłuchanie się w ciszę i POLEŻENIE*, zasiedzenie w slowfoodowej restauracji, poleżenie w wannie na pomoście, skorzystanie z masażu czy innego zabiegu i nieśpieszne nacieszenie oczu architekturą .

(*do rodziców małych dzieci -wyguglujcie sobie to słowo, mogliście zapomnieć)

 

 

Bliskość Trójmiasta

Ten czynnik również przemawia za tym, aby odrzucić w kąt dotychczasowe zasady. Młyn Klekotki bowiem dzieli od Trójmiasta zaledwie 1,5h drogi samochodem więc nie ma mowy o dłuższym porzucaniu dziecka na korzyść drogi DO czy Z.

Mówimy dokładnie o miejscu w lesie, pomiędzy miejscowościami Skowrony a Markowem, niedaleko Pasłęka:

Jest więc poza głównymi szlakami, ale jednocześnie blisko szybkich dróg (z "siódemki" zjeżdżamy będąc prawie u celu).

To dla nas również nowość, dotychczas końce świata i zaskoczenia o takim stężeniu achów i ochów znajdowaliśmy raczej daleko od domu i od cywilizacji. Tymczasem, okazało się, że tuż pod nosem mamy niesamowicie ciekawą krainę do zgłębiania, pełną zagubionych wiosek i miasteczek, nieodkrytych (przez nas) ruin i historii, bardzo powiązanych z naszym dotychczasowym szlakiem interesujących nas miejsc, do tego pełną ciszy, spokoju i widoków innych niż codzień.

 

Powiśle, a tak właściwie - dawne Prusy Wschodnie

a jeszcze dokładniej dawne Prusy Górne to wcale nie Mazury ani Warmia, jak sugerowałaby nam nazwa województwa czy strona Internetowa Klekotek. Znów jest to pewna kraina "pomiędzy". Pomiędzy znanymi regionami i miejscowościami, pomiędzy Mazurami i Warmią a Żuławami, Kociewiem i Trójmiastem. Pomiędzy Malborkiem, Grudziądzem a Ostródą.

Powiśle, Dolne Powiśle, Pojezierze Iławskie, Dolina Kwidzyńska, Prusy Górne (Oberland, Hockerland), Pomezania i Pogezania- to nazwy regionów, z którymi możemy się spotkać, patrząc na obszar rozciągnięty od Wisły na wschód- do rzeki Pasłęki i na południe- od Żuław, aż po Iławę.

Tak czy inaczej: kolejna biała plama polskiej turystyki. Chyba, że znacie więcej osób jeżdżących na wakacje w okolice Pasłęka to przepraszam za ignorancję. My nie znamy.

Nas najbardziej zaintrygował fakt, że o tej krainie tak mało się wie i mówi, a ma ona tak niesamowitą historię. I całkiem sporo pozostałości tej historii do obejrzenia pozostało. Niektóre jej pamiątki i świadectwa są niestety w stanie agonalnym, bliskim rozsypce na popiół. Tym bardziej zaczęło nam być śpieszno aby dobrze zbadać ten tak bliski nam teraz geograficznie teren. Najciekawsza jak dla mnie jest kwestia pozostałości po wielkich rodach szlachty pruskiej, ich wzajemne powiązania, ich stosunek do Rzeszy Niemieckiej, to co zostało z pięknych pałaców, dworów, młynów (!), cmentarzy. Ale o tym innym razem.

A wszystkie te ciekawe tematy zaczęły się pojawiać w naszych głowach tylko dlatego, że postanowiliśmy zobaczyć na żywo pewną wyjątkową stodołę znalezioną na bookingu.

Więc do brzegu! Chodźcie zobaczyć Klekotki!

 

 

Młyn Klekotki!

Całość "Osady Młyńskiej" stanowi kilka niewielkich budynków hotelowych, w tym odrestaurowany XVII-wieczny młyn, dwór i stajnie, oraz najbardziej charakterystyczny, budynek nowoczesnej stodoły Sento SPA. Od niego zacznijmy spacer po kompleksie łączącym tradycję z nowoczesnością.

 

Deski oryginalnej warmińskiej stodoły otulają budynek z betonu i szkła. To właśnie tym budynkiem reklamuje się Hotel Klekotki, i słusznie, bo wyjątkowy jest na skalę europejską i cieszy oczy oraz dusze wrażliwe na takie połączenia betonu ze starymi deskami. Jedna drobna uwaga- tutaj nie śpimy, to nie jest tytułowy młyn. W budynku stodoły znajduje się japońskie SPA: na trzech poziomach wewnątrz starej stodoły ulokowanych jest zaledwie 6 gabinetów z własnymi łazienkami i przebieralniami, a do tego sale do relaksu, ćwiczeń i rytuałów.

W Sento SPA znajdziecie zabiegi i rytuały zarówno dla Pań jak i dla Panów, co zapewne w czasach jego powstania (niemal 10 lat temu- SPA powstało nieco później niż hotel) było niemałą rewolucją. Intrygujące architektonicznie wnętrze pachnie olejkami, ziołami i suszem kwiatów, w jednej z przeszklonych sal odpoczniemy przed i po zabiegach przy kominku i ziołowej herbacie, a w tle słychać dźwięki gongów. Holistyczne podejście do relaksu sprawdza się, mi bowiem wystarczyło kilkadziesiąt minut w tym miejscu aby poczuć dawno niewidzianą błogość i odpoczynek.

Pokoje hotelowe znajdują się w młynie, dworze młynarza, dawnej stajni i nowych budynkach z apartamentami, stylem bardzo fajnie nawiązującym do całości.

Poniżej kilka zdjęć reszty terenu i budynków.

1.Tytułowy młyn, w którym spaliśmy (po prawej) oraz dom młynarza:

2.Budynek recepcji na pierwszym planie, w tle odbudowany budynek dawnej elektrowni wodnej :

 

3.Budynek dawnej  stodoły, obecnie mieści się tu restauracja, sauny i pokoje  hotelowe:

 

Restauracja serwuje dania kuchni ekologicznej i regionalnej kierując się filozofią slow food, co widać, słychać i czuć po tym, co dostajemy na talerzach. Potrawy w ziołach z własnego zielnika, ryby z klekotkowego stawu, własne, ekologiczne warzywa oraz grzyby.
Sami pieczą chleby, ciasta i słodkości. Kuszą także przetworami, którymi wypełniona jest klekotkowa spiżarnia i to wszystko w takim otoczeniu- czego więcej potrzeba!

Rozalia w hotelowej restauracji a na pierwszym planie specjalność zakładu- polędwiczki w sosie grzybowym z plackami ziemniaczanymi.

4.Jezioro i słoneczny pomost, tuż obok młynu, na którym latem można poleżeć na leżakach i wystartować kajakiem na wycieczkę.

 

Przyznajcie, że nawet w lutym miejsce to wygląda świetnie! Brak zieleni w niczym mu nie ujmuje, co jest chyba ostatecznym dowodem na dobrą robotę budowniczych i ogrodników.

 

Pokoje w Młynie Klekotki

Klekotki dysponują 44 pokojami: standardowymi, delux i apartamentami. My chcąc spać w czwórkę w starym Młynie, musieliśmy wziąć dwa osobne pokoje standardowe- apartamenty znajdowały się jedynie w nowszym budynku. O dziwo, te dwa z założenia takie same pokoje różniły się między sobą- jeden z nich był nieco lepszy od drugiego, pod względem wyposażenia, jakości materacy, czy chociażby telewizora -w tym "gorszym"  znaleźliśmy niezły relikt, telewizor z wielkim pudłem z tyłu, postawiony na stoliku zajmował całą jego powierzchnię, co oznaczało brak miejsca do położenia chociażby kluczy. Pokoje były malutkie, dla nas z dwójką dzieci za ciasne (nie było gdzie się bawić i wstawić łóżeczka dla naszej malutkiej). Następnym razem skusilibyśmy się raczej na apartament, nawet w nowszym budynku. Na plus ręcznie kuta rama łóżka i inne detale i drobiazgi, pokazujące ogrom pracy włożony w to całe przedsięwzięcie.

Mieszkanie w starym młynie robiło jednak robotę. Odrestaurowane wnętrza, dywany, stare, oryginalnie zdobione belki na suficie, niesamowita klatka schodowa wewnętrz, pozostałości młyńskiego wyposażenia jak np. koło młyńskie- to wszystko robi wspaniały klimat, dzięki któremu wybaczyć można lekką ciasnotę sypialni.

 

Dla dzieci

Mimo naszych wrażeń, w to miejsce można również przyjechać z dziećmi: są dostępne łóżeczka dla dzieci, nocniczki, krzesełka w restauracji i spory plac zabaw.

 

Dla firm, na wesele i inne okazje

W Klekotkach znajdziecie również Centrum Konferencyjne, więc można zaplanować tu szkolenie, imprezę integracyjną czy kilkudniową konferencję. Hotel ma przygotowaną ofertę na wesela. Wszystkie szczegóły znajdziecie na stronie internetowej podanej poniżej.

 

Zwierzęta w Młynie Klekotki

Jeśli chodzi o przyjazd z pupilem to jest taka możliwość. Dopłata za psa wynosi 50 zł za dobę.

 

Jakby tego było mało,

Klekotki dysponują także wypożyczalnią kajaków, rowerków wodnych i kanu oraz kortami tenisowymi! Jest również boisko do siatkówki, miejsce dla wędkarzy, mini golf, wypożyczalnia rowerów, zajęcia jogi.

Jedną z wyjątkowych atrakcji jest możliwość przytulenia, lub wejścia do środka 600-letniego dębu! Puste w środku drzewo pamiętające czasy bitwy pod Grunwaldem robi duże wrażenie.

 

Podsumowując Młyn Klekotki:

Na TAK:

  • Pięknie, z dbałością o detale odrestaurowane budynki;
  • Fajna, dziewicza okolica z mnóstwem miejsc nie znanych szerokiej publiczności (pozostałości Prus Wschodnich);
  • 120 ha (!) terenu gwarantują wyciszenie i kontakt z naturą;
  • Blisko Trójmiasta i drogi ekspresowej- szybki dojazd;
  • Niezbyt szalone ceny;
  • Miła obsługa, nastawiona na klienta;
  • Bardzo wyjątkowy budynek Sento SPA;
  • Smaczne jedzenie i kuchnia w nurcie slow food;
  • Piwniczka z winem;
  • mnóstwo klimatycznych zakamarków.

 

Na NIEZBYT:

  • Pokoje standardowe bardzo małe i nie do końca wykończone na najwyższym poziomie;
  • Dla dzieci: duży teren ale mnóstwo niebezpieczeństw dla najmłodszych, typu woda (strumyczek) dookoła placu zabaw, rzeczka przepływająca przez cały teren. Dzieci trzeba mieć bardzo na oku.
  • SPA: masaż nie powalił, relaks bardziej" holistyczny"- zapachy, miejsce, klimat PLUS masaż niż z samego zabiegu.

Informacje praktyczne:

  • strona www: http://klekotki.com.pl
  • adres: Klekotki 1, 14-407 Godkowo
  • ceny: aktualnie pokój dwuosobowy typu standard to koszt około 250 zł/noc ze śniadaniem.

 

 

 


Mamy świadomość, że nie odkrywamy Ameryki - Młyn Klekotki to żadna nowość na polskiej scenie hotelarskiej, doczekał się już wielu nagród i wyróżnień (jak na przykład najlepszy hotel historyczny w Polsce w 2015 roku!) oraz opisów w prasie i telewizji (gościła tu między innymi p. Dorota Szelągowska ze swoim programem "Hotelove"). My jednak do tej pory nie słyszeliśmy o tym miejscu, było więc to dla nas spore zaskoczenie. Dodatkowym atutem jest właśnie już to "osadzenie" i okrzepnięcie jako miejsca- działa nie rok, czy dwa, a ponad 10 kilka, więc już nawet nowe budynki nie pachną karton-gipsem, nowe nasadzenia wyglądają naturalnie, obsługa wie co robić w każdej sytuacji, bo już zęby na wczasowiczach zjadła, no i sam fakt, że to miejsce działa tak długo i cały czas ma dobre opinie świadczy o tym, że wiedzą tutaj, jak to się robi.

Naszym zdaniem wciąż warto o nim mówić i pisać, bo mimo upływu lat, miejsce to nadal zachwyca i wyróżnia wśród innych obiektów w Polsce.


My oczywiście nie przyjechaliśmy w to miejsce jedynie podziwiać architekturę, i przecież nie leżeć (chociaż byśmy chcieli, sic!). Na koniec okazuje się, że historia młyna, w którym jeden z ostatnich młynarzy zabił rodzinę i popełnił samobójstwo, łączy się bezpośrednio z historią miejsc, które odwiedziliśmy w ten weekend. Wspólnym mianownikiem jest jeden z najznakomitszych rodów pruskiej arystokracji.

O tym, jakie skarby znaleźliśmy niechcący w okolicy przeczytacie w następnym poście!

print

Nasze Miejsce Mocy: Bieszczady i Edwardówka!