Zrobiliśmy to!!! 3600 km Koleją Transsyberyjską z dzieckiem, pierwsze wrażenia



Tak, udało się. Jes, Jes, Jes!;))) zrobione, odhaczone, spełnione, zrealizowane, sprawdzone: podróż Koleją Transsyberyjską z dzieckiem jest możliwa (i bezpieczna)!


 

Wysiadając w środę, z samego rana, na dworcu Kazańskim w Moskwie, po ostatniej nocy spędzonej w rosyjskim pociągu, mając przed sobą perspektywę jednego dnia w stolicy największego kraju na świecie i w końcu, po dwóch tygodniach tułaczki, lot do domu- już to wiedzieliśmy. Wiedzieliśmy, że nam się udało i to, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, właśnie stało się faktem.

Przejechaliśmy 3600 km Koleją Transsyberyjską po Rosji. Dojechaliśmy do Uralu, na granicę kontynentów. Po drodze spotkaliśmy się z moją mieszkającą na stałe w Singapurze siostrą, i to w miejscu zesłania naszej rodziny w 1940 roku. Spędziliśmy kilka nocy i dni w pociągu. Po drodze wysiadaliśmy i zwiedzaliśmy skrajnie różne rosyjskie miejscowości: Neyę, Moskwę, Jekaterynburg i Kazań.

19897827_10212281950660599_270648570_o

Tak wygląda człowiek po ostatniej nocy w pociągu Kolei Transsyberyjskiej, zmęczony, szczęśliwy i spełniony jednocześnie! Na dworcu Kazańskim w Moskwie:)

 

Wszystko to z trzylatkiem na pokładzie!

Dlaczego to takie ważne? A co było w tej wyprawie największym wyzwaniem? No właśnie takie jej ogarnięcie, żeby było możliwe zabranie ze sobą naszego synka. Z jednej strony było więc odwieczne marzenie do spełnienia, z drugiej takie zabezpieczenie całej imprezy, aby nasz maluch również mógł na niej świetnie się bawić (albo przynajmniej nie umrzeć z nudów ;)). Zrobiliśmy więc wszystko, co można było, aby ta podróż była bezpieczna i komfortowa przede wszystkim dla niego. Począwszy od wyboru trasy, przez zabranie ze sobą niezbędnych rzeczy, aż po wybór pociągów i godzin przejazdów. Komfortem dla nas przed wyjazdem się zbyt nie przejmowaliśmy;)

Przed dworcem w Kazaniu, tuż przed powrotem do Moskwy :)

IMG_7429

Rosyjski Miś na miarę naszych możliwości! W Jekaterynburgu, Azja!:D

Jak to wszystko zaplanowaliśmy i jak samemu przygotować taką wyprawę pod kątem dziecka oraz co Leo robił w takcie drogi, co się przydało najbardziej a co wcale- opiszę w osobnym poście, dla wszystkich zainteresowanych być może w przyszłości;) Jedno już wiemy, i mamy sprawdzone info dla wszystkich tych, którzy marzą o Kolei Transsyberyjskiej od dawna i nie wyrobili się przed założeniem rodziny, a czego nikt nam wcześniej nie potwierdził: razem również jest to do zrobienia!;)

 

Co więc było najtrudniejsze?

STRACH. Takie banalne, a jednak. Podróż Koleją Transsyberyjską wydaje się być nie lada wyzwaniem nawet dla dorosłego: długie godziny w pociągu, monotonny krajobraz, spanie na nie wiadomo czym, tłumy do wc, ograniczona przestrzeń do życia, brud, robale, gorąco, brak warunków do normalnego codziennego funkcjonowania, podejrzani współpasażerowie, brak jedzenia. Gdzie tu jeszcze do tego opieka nad małym dzieckiem i znoszenie jego humorków??! „A co jeśli COŚ się stanie?”

Do tego dochodzi niezbyt szczęśliwy w naszym kraju PR Rosji, samej w sobie. Białe niedźwiedzie, wódka do obiadu, więzienie za krzywe spojrzenie na policjanta, łapówki za wszystko, powszechne zacofanie, brak podstawowych produktów do życia. Na wschód od Moskwy jedna wielka biała plama człowieczeństwa.

Po ostatnim naszym wyjeździe do Rosji mnóstwo osób powiedziało nam: Moskwa, to nie Rosja, Rosja zaczyna się dopiero za Moskwą.

Takie mieliśmy wyobrażenia.

Najtrudniejsze było przekonać samego siebie, że może te stereotypy tak nie do końca oddają to, jak na prawdę tak jest. Że może, jak zawsze, okaże się, że tam na końcu świata, jak wszędzie, mieszkają zwykli, serdeczni ludzie. Że ci ludzie to nie potwory z wódki i ogóra, tylko, jakby nie patrzeć- Europejczycy! A przynajmniej Rosjanie mieszkający w europejskiej części największego kraju na świecie. Że istnieją sposoby żeby jakoś przeżyć w pociągu te kilkanaście godzin na raz, jeśli nie kupimy najtańszych biletów i dobrze się przygotujemy, że możemy otrzepać się i umyć w hotelach po drodze i przy odrobienie szczęścia nie zapaść na żadną chorobę i nie musieć po drodze szukać szpitala...

Boimy się tego, czego nie znamy.

To sprawdziło się w 100%. Pokonanie tego zwykłego strachu czy też obaw, a także wymyślenie sposobu na zminimalizowanie wszelkiego ryzyka to pierwsze co musieliśmy zrobić planując tą podróż. To było najtrudniejsze. Cała reszta nieźle nas zaskoczyła! :))))

 

Największe zaskoczenie.

To jaka jest prawda o Kolei Transsyberyjskiej Anno Domini 2017? Jaka jest prawda (oczywiście bardzo ogólna i moim zdaniem, broń Boże nie uważam się za znawcę wschodu) o dzisiejszej Rosji? To na prawdę zabawne, że musze to napisać: tam również dotarła cywilizacja! 😀

IMG_2185

Kazań, restauracja nad rzeką Kazanką

To co spakowaliśmy i wzięliśmy ze sobą odpowiadało temu, na co się szykowaliśmy. Na bakterie, na brak jedzenia, na najgorsze. A co nam zostało po podróży? Miliony paczek chusteczek antybakteryjnych, niewykorzystany suchy szampon, jednorazowy nocnik i WSZYSTKIE GORĄCE KUBKI. Zupki chińskie zjadłam bo na prawdę je lubię;), ale generalnie mogłabym się tam bez nich obejść. Zapasy jedzenia zjadaliśmy pod koniec trasy na siłę, żeby nie wieźć konserw czy pasztetów z powrotem…

 

Nie wykorzystaliśmy chusteczek antybakteryjnych, bo zaskoczyła nas wysoka klasa wagonów i przedziałów, a więc czystość i bardzo dobra obsługa, dbająca o porządek i pasażerów.

Nie wykorzystaliśmy jedzenia, bo zaskoczyły nas obiady w pociągu (takie kupiłam bilety –z wyżywieniem, ale średnio wierzyłam w to, że będą zjadliwe) oraz brak kłopotu ze znalezieniem dobrych barów i restauracji w miejscowościach, gdzie mieszkaliśmy.

Cała machina Kolei Transsyberyjskiej, czy też ogólnie kolei rosyjskiej działa świetnie- profesjonalnie i bardzo terminowo. Widać tu wieloletnie doświadczenie. Głupio mi być taką hura-optymistką, bo pewnie czekaliście na historie, jak to dosiadła się do nas babuszka z kurami w bagażu i albo jak to zawszony dziad z Syberii chciał nas spić podejrzaną wódką. No niestety, ani w pociągach klasy Kupe (średnia, druga z czterech klas) ani na końcu świata, w małym miasteczku w tajdze czy na granicy kontynentów, takich historii nie doświadczyliśmy. Doświadczyliśmy za to śmiesznego uczucia, że trochę nas internety oszukały, że co to za wyczyn jechać zajebistym, pachnącym pociągiem, oglądając film na TV w przedziale gdy Pani Prowadnica przynosi Ci ciepły obiad i daje kapciuszki. Czuliśmy się trochę jak "głupi Amerykanie" spodziewający się że w Warszawie mieszka się w lepiankach i nie ma prądu. W toaletach, czyszczonych co kilka stacji (wymiana wody oraz dezynfekcja całego pomieszczenia) pachniało lepiej niż w niejednym hotelu po drodze.

Prawda jest taka, że Kolej Transsyberyjska, tak jak Rosja, tak jak Polska na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat- zmieniła się. Czytając relacje sprzed kilku lat, widać, że postęp jest ogromny. Albo nikt tego nie wie, albo nikt o tym nie napisał w internecie, albo jestem sierotą researcherową i nie mogłam znaleźć takiego info przed wyjazdem:D

 

Jeśli czegoś nie można, a bardzo się chce- to można!

To, że warunki sanitarne i organizacyjne zaskoczyły nas w pociągach na plus, nie oznacza wcale, że była to łatwa wycieczka. Wymagała dużej siły, kondycji, determinacji, ciekawości. Udało nam się spiąć i zdążyć na każdy pociąg, udało się znaleźć hotele i mieszkania w dobrej lokalizacji w każdym mieście, udało się, przebierając się czasami po kilkanaście razy (Leo), nie zachorować. Udało się dogadać z Rosjanami, mimo, że żadne z nas nie mówi po rosyjsku. No i najważniejsze- udało się nie przestraszyć;)

Trudność całej wyprawy polegała więc na odpowiednim zaplanowaniu, odpowiednim nastawieniu oraz fizycznym wytrzymaniu takiego tripa. Przydały mi się wcześniejsze, z premedytacją prowadzone treningi rąk i pleców na siłowni (Te miliony małych, a jakże ciężkich samochodzików Leosia! Te braki wind! Te konserwy w plecaku!). Przydał się również wymieniony wyżej strach- mobilizując do próby przewidzenia możliwie każdej sytuacji, której możemy być współudziałowcami.

Wiadomo, nie jechaliśmy tam z nastawieniem ani na odpoczynek, ani na sielankę. Wiadomo, że po drodze czasami nerwy puszczały i nie brakowało ciężkich sytuacji, jak ta, gdy w Neyi, pół kilometra i 10 minut przed pociągiem rozkraczyła nam się Łada i musieliśmy biec z bagażami, wózkiem i Leosiem na peron.

Wsiadamy do Łady, która za 5 minut złapała kapcia:)

Ale fajne warunki zdecydowanie pozwoliły odpocząć w pociągach. A każdy zdobywany Mount Everest możliwości 😉 i przybijane piony za każdym małym sukcesikiem tj. np:

  • udana wymiana biletów w kasie na dworcu Jarosławskim w Moskwie,
  • opuszczenie pociągu na dobrej stacji w Neyi pośrodku niczego,
  • odnalezienie ‘posiołka’ czyli miejsca w którym mieszkała nasza rodzina głęboko w lesie,
  • zorganizowanie na miejscu w Jekateryburgu transportu do trzech granic Europa-Azja
  • każda przeżyta noc w pociągu, każdy dzień spędzony na konstruktywnym poznawaniu miejsca, w którym los pozwolił nam tego dnia być

dodatkowo przyczyniły się do tego, że chcąc nie chcąc wróciliśmy z tej wyprawy nabuzowani wolnością, sukcesem, szczęściem i gotowi do działania-wypoczęci? Jak po tradycyjnym urlopem pod palmą? Oj nie, dużo bardziej;))))

 

W skrócie?

Po urlopie pod palmą zdecydowanie nie miałabym Wam tyle rzeczy do opowiedzenia, i tyle fotek do pokazania;) O Sybirakach. O tym, jak niechcący urządziliśmy sobie offroad po tajdze UAZem, jak skorzystaliśmy z niesamowitej gościnności Rosjan i poznaliśmy rytuał bani ruskiej. O tym, co opowiedziała nam stuletnia koleżanka mojej prababci, u której byliśmy w domu. O tym, jak Leo dogadywał się w pociągu z dziećmi. O pięknych domach w Neyi. O tym, jak udało nam się dojechać na trzy granice Europy z Azją.

Zdjęć z Moskwy, Kazania, Jekaterynburga, Neyi. I zza okna pociągu, oczywiście;)

DCIM136GOPRO


 

 

Moskwa

IMG_2750

DCIM138GOPRO

DCIM136GOPRO

 

 

Neya

IMG_7227

DCIM136GOPRO

IMG_6756

Ciocia z Singapuru!!!

DCIM136GOPRO

IMG_7073

DCIM136GOPRO

IMG_7011

 

 

Jekaterynburg

IMG_7580 IMG_1531 IMG_1474

DCIM137GOPRO

 

 

Kazań

IMG_2205

DCIM138GOPRO

IMG_8083 IMG_7958 IMG_7937

i 5987 więcej... 😉

 


 

W tym miejscu chciałabym raz jeszcze serdecznie podziękować za tą dobrą energię, która płynęła od Was podczas naszych przygotowań i całej podróży. Udało się również dzięki Wam, tyle ludzi nie mogło się mylić;) Teraz czas wszystko spisać!

Piona!;)

IMG_1336

Moskwa 2017! Miejsca, w które się wraca.
Nasze przygotowania ROSJA 2017! (Wizy, Dziecko, Kolej Transsyberyjska)

  • Takie prawdziwe zdjęcia, pełne emocji i wrażeń. Jak zapewne Wasza podróż i wspomnienia.

    • Monia PituPitu

      To prawda, emocji i wrażeń było tyle, że chyba nie sposób tego wszystkiego opowiedzieć i pokazać! Ale postaram się choć trochę;) Tylko od czego zacząć!? 😀 pozdrawiam serdecznie!