Warszawa. 10 rzeczy, miejsc i faktów, za którymi będziemy tęsknić!

Do Warszawy przeprowadziliśmy się na początku lipca. Z Sopotu. W wakacje. Z budzącego się do życia kurortu w pełen skwaru zgiełk i upał asfaltu. Z pachnącego morzem powietrza do smogu i smrodu metra. W takich warunkach Stolica po prostu nie mogła mi się spodobać. I choć Warszawa przekonywała mnie do siebie długo, to wyjeżdżając z niej po niema 6 latach nawet zrobiło mi się trochę smutno.  Zobaczcie, za czym będziemy tęsknić najbardziej!


 

10. Za dostępnością wszystkiego

Jeżeli gdzieś wymyślono jakiś biznes, to w Warszawie na pewno ma on swój oddział. Chcesz wydrukować wizytówki "na już" w sobotę o 1 w nocy? Polujesz na zakupy w pierwszym sklepie znanej, zagranicznej marki? Myślisz o ufarbowaniu kota na różowo? Chcesz poćwiczyć o 4 nad ranem? W Ikei nie ma twojego stolika? Jedź do drugiej!

Wszystkie zagraniczne marki otwierają się zawsze najpierw w Warszawie. Wszystkie wyprzedaże zwożą końcówki kolekcji do największych sklepów- czyli do Warszawy. Liczba lekarzy, prywatnych i nie tylko do których możesz się tu zapisać sprawia, że zawsze ktoś się znajdzie. Wszystkie biznesy czynne całą dobę sprawiają, że wszystko dzieje się szybciej i nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy dobrze poszukać w Internecie. Mając pod ręką dwa sklepy Ikea, 8 sklepów Zara, 7 TK Maxx i milion innych sieciówek- Twój rozmiar wymarzonych butów czy ten odcień szafki po prostu GDZIEŚ musi się znaleźć 😀

 

9. Za wszystkimi śmiesznymi ludźmi

Słynne warszawskie zimne kostki to wcale nie mit. Warszawiacy po prostu mają taki klimat;) że zawsze jest tu na pewno nieco cieplej niż na Pomorzu. Stąd może przyzwyczajenie do sportowego obuwia i podwiniętych nogawek przez cały rok. Serio, w ostatnie, rekordowe mrozy widziałam dziewczynę w conwersach bez skarpetek.  Ale co tam gołe kostki! Te widoki "złotych dziewczyn" na moim Wilanówku, te wszystkie nadmuchane laseczki na imprezach w centrum, ci wszyscy ubrani w najmodniejsze żulowate ciuchy bywalcy najmodniejszych warszawskich knajpek. No tego w Trójmieście nie uświadczysz! Człowiek jeździ po świecie, myśli że widział już wszystko a tu nagle niosąc siaty z supermarketu pod domem spotyka na pasach blondynę całą na złoto z doczepami do kostek. Od razu jakoś tak weselej:)

 

8. Za bliskością wszystkich pięknych krain, w tym: PODLASIA!

Powtarzałam to nie raz na tym blogu- Warszawa ma tą jedną zaletę, że leży prawie na środku naszego kraju. Wszędzie możesz stąd dojechać w kilka godzin. Być może zwracam na to szczególną uwagę, gdyż mieszkając całe życie nad morzem wszędzie mieliśmy po prostu strasznie daleko (a były to czasy bez autostrad i tanich lotów, więc tym bardziej!). W tamtych czasach w Polskie góry jechaliśmy dwa dni (!) z przystankiem w zamkniętym w tym roku pierwszym aquaparku w Lesznie. A mieszkając w Warszawie mogliśmy wpaść w piątek po południu na pomysł i w sobotę rano być np. w Karkonoszach. Tak samo blisko jest w góry, nad jeziora, do zamków w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej czy tajemnic Śląskiego. Regionem, ktory całkowicie rozkochał mnie w sobie, a który poznałam z racji właśnie mieszkania w Warszawie jest z pewnością Podlasie. Tak blisko Warszawy, a tak autentycznie, tak dziko, pięknie, sielsko i anielsko. Będziemy bardzo tęsknić za tą bliskością, ale mieszkanie kilka kilometrów dalej na pewno nie sprawi, że nigdy już tam nie zajedziemy!

DCIM138GOPRO

IMG_4422

Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.10.16 Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.11.23 Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.11.12

Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.20.22 Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.19.55

Więcej zdjęć i info z naszych objazdówek po "okolicach Warszawy" czyli po Podlasiu, Dolnym Śląsku, Świętokrzyskim czy... Bieszczadach znajdziecie pod tym linkiem: http://pitupitu.net/category/polska/

7. Za naszymi ulubionymi knajpami!

Tutaj podobnie jak w punkcie drugim- jeśli gdzieś w Polsce wymyślono jakiś typ restauracji czy żywienia, to w Warszawie na 99% możesz tego spróbować. Kuchnie z całego świata, najbardziej ekskluzywne miejsca i z drugiej strony- mekka street food'u i jedzenia "z busa". Tutaj zaczęła się moda na sushi, tutaj zaczęto robić burgery, tutaj powstały pierwsze foodtrucki. Do naszych ulubionych miejsc, za którymi autentycznie będziemy tęsknić należą:

-Aioli (na szczęście otworzyli się w zeszłym roku na Gdańskim Wrzeszczu więc nie zginiemy) z naszymi ukochanymi śniadaniami (kanapka z burakiem mmmmmm) za 12 zł z kawą.  Chodziliśmy tu razem na śniadania od zawsze, a z Leo odkąd skończył 5 dni;)

AïOLI, Świętokrzyska 18, Warszawa. http://www.aioli-cantine.com/menu

IMG_0466-Boscaiola jako miejsce tak okrutnie włoskie i pyszne, że czasami odechciewało się jechać do Włoch, bo tam można gorzej trafić; Boscaiola Ristorante, ul. Wiślana 8, http://ristorante.boscaiola.pl

-ThaiStreet na Wilanowie- z olbrzymimi porcjami niemożliwie aromatycznego jedzenia, dzięki którym aż chce się jechać do tej turystycznie przepełnionej Tajlandii i spróbować tych smaków na miejscu (chociaż w sumie do Warszawy bliżej i mamy pewniaka;). ThaiStreet ul. Oś Królewska 18 lok 9, http://www.thaistreet.pl

-chińczyk w centrum, na Pradze czy przy Polach Mokotowskich i nasze ukochane "kulki w cieście" czyli kurczak w cieście kokosowym- danie, którego za Chiny nie mogliśmy znaleźć w Trójmieście (może teraz już jest, trzeba poszukać!) które było naszym przysmakiem od zawsze i tak się złożyło, że jedliśmy je tuż przed wyjazdem z Wawy (dzięki Kasia i Lu!)

-Warszawski Sznyt- nowe miejsce przy samiusieńkim Zygmuncie z najbardziej Warszawskim widokiem ever.  Jak w Aioli były za duże kolejki, zmykaliśmy tutaj- nie dość, że śniadania bardzo pięknie podawane, pyszne i w przystępnej cenie, to jeszcze kącik dla dzieci i nigdy (rano) nie ma tłumów. Warszawski Sznyt, ul. Senatorska 2, http://warszawskisznyt.pl/pl

 

 

 6. Za Green Cafe Nero na Osi Królewskiej w Wilanowie

Miejsce, w którym przez niemal dwa lata piłam kawę pracując zdalnie. Na początku było mi trochę głupio tak przesiadywać pół dnia (ileż można pić tej kawy siedząc tyle godzin przy komputerze, to na pewno im się nie opłacało), ale później zauważyłam, że zrobiła się z tego taka mała świecka tradycja. Przesiadywało tam ze mną z kilkunastu podobnych typków bez biura, liczących na wolne wysokie stoliki i brak zgiełku, żeby można się było skoncentrować choć trochę na robocie. Miejsce niestety było tak fajne samo w sobie, że rzadko kiedy było tam pustawo i cicho. Okna, słońce, pyszne kanapki i kawa- nie tylko ja pokochałam to miejsce! I tak płynnie przechodzimy do punktu następnego:

 

5. Za celebrytami na każdym kroku

Pracujesz sobie w Greenie a tu Filip Chajzer pyta czy może pożyczyć jedno krzesło. Siedzisz przy dużym stole a obok siedzi Jakub Rzeźniczak z jakąś taką smutną żonką (piękna Edyta Zając). Z Pudelka na drugi dzień dowiedziałam się, że po podobno były obrońca Legii ma problemy z wiernością:/ I już wszytsko jasne, jeśli wierzyć plotkom;) ( a może tylko kawa była za słona?). Po drodze z przedszkola nadziewasz się na plan filmowy nowego Pit Bull aW TKmaxie spotykasz buszującą na wyprzedażach Kasię Skrzynecką, do mieszkania jako pośredniczka nieruchomości przychodzi Marysia Góralczyk, w kolejce po kawę czy w centrum handlowym kolejne "gwiazdy" TVNu, Polsatu czy po prostu twarze z gazet i telewizji. Na imprezach, szczególnie w tych najbardziej celebryckich miejscach to już w ogóle nie da się przejść nie zauważając jakiegoś Lewandowskiego, Kwiatkowskiego czy innej Siwiec. Każdy zna kogoś znanego, kumpluje się z jakąś gwiazdką (albo tak mu sie wydaje). Na początku oczywiście robiło to na mnie wrażenie, ale z czasem okazało się, że Warszawa ma tak wysoki poziom stężenia celebrytów na metr kwadratowy, że po prostu nie da się od czasu do czasu na kogoś nie wpaść. A dlaczego będę za tym tęsknić? Ten "powiew wielkiego świata" ;D oraz możliwość naocznego stwierdzenia, że to jednak prawda, że telewizja kłamie i ten wysoki blondyn to w rzeczywistości straszny karakan- to dość niecodzienne wrażenia;) Warszawa więc to raj dla łowców autografów!

4. Za bliskością wszystkich ważnych spraw

Choć czasami utrudnia to życie w tym mieście, to jednak fajne móc uczestniczyć w marszach, protestach, wystąpieniach, pokazach, koncertach. Oglądać na żywo wydarzenia z pierwszych stron gazet czy miejsca z głównych wydań wiadomości. Jakoś tak daje to poczucie bycia w centrum tego naszego małego, śmiesznego wszechświata;)

Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.40.53

 

3. Za śladami historii

Jako wychowanka 13. Darłowskiej Drużyny Harcerskiej im. Rudego, która w czasach szkolnych przyjeżdżała do Warszawy oglądać wszystkie tak ważne dla historii II Wojny Światowej i nie tylko, miejsca, było to dla mnie jednym z najfajniejszych przeżyć, móc mieszkać obok i widywać je częściej. Znając i mocno przeżywając historię pokolenia Kolumbów, warszawskich harcerzy, czy powstań: warszawskich i w getcie- czułam się wyjątkowo, że mogę odwiedzać częściej miejsca z tym związane i przypominać sobie mimochodem, jak bardzo dzisiejsza Warszawa nie przypomina tej przedwojennej. Uwielbialiśmy czytać książki typu "fotografie przedwojennej Warszawy" i znajdować te same miejsca, które dziś wyglądają kompletnie inaczej. Albo bardzo pojedyncze okazy budynków czy placów, które przetrwały piekło wojny. Chyba z kilka tysięcy razy na widok świetnie odremontowanej kamienicy czy kawałka autentycznego starego miasta westchnęliśmy do siebie "jaka szkoda, że nie możemy mieszkać w tej pięknej, dawnej Warszawie".

Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.16.27

W "Muzeum Warszawy"

Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.40.31 Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.41.04 Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.41.37

IMG_8399

 

2. Za Warszawiakami

Mieszkając tyle lat w Warszawie na palcach jednej ręki mogę policzyć ludzi, których poznałam, a którzy mieszkają w Stolicy od dziecka. Nie wiem czy to kwestia towarzystwa, czy tak rzeczywiście jest- ale Warszawa zdecydowanie zdominowana jest przez takie jak my "słoiki". Mieszkające tam od zawsze albo tylko na chwile. Może to dlatego, że znam tych prawdziwych Warszawiaków tak mało, mam o nich takie dobre zdanie;) To wcale nie cwaniaki, wręcz przeciwnie. Moim zdaniem, krzywdząca łatka jest im nadana przez ludzi, którzy Warszawy się po prostu boją.

A te eleganckie babcie w tramwajach i autobusach- kwintesencja "Warszawianki"!

Oczywiście, bardzo będziemy tęsknić zarówno za Warszawiakami, jak i za wszystkimi naszymi "słoikowymi" przyjaciółmi. Dzięki Wam mieszkanie w Stolicy nie było takie straszne! Jedyna pociecha, sądząc po Waszych wzdychaniach za morzem, że kiedyś wszyscy znów będziemy mieszkać obok siebie- w Trójmieście!;)

1. Za naszym mieszkaniem

Nasze pierwsze mieszkanie, samodzielnie wymyślone od początku do końca, idealne, w którym przemyśleliśmy każdy aspekt życia i wygody. Dzięki któremu dowiedzieliśmy się, jak bardzo lubimy wykańczanie wnętrz, jak identyczny gust mamy i jak świetnie się przy tym bawimy. Z tarasem, na którym spędzaliśmy każdy moment bez podróży, który był nasza namiastką "wolności w mieście". Z donicami, które sami robiliśmy dzień po powrocie z podróży Koleją Transsyberyjską. Z podłogą, którą wybieraliśmy korespondencyjnie z dystrybutorem spod granicy z Czechami. Z żywą trawą dla Leosia, żeby ucząc się chodzić nie zdzierał kolanek na betonowych kaflach. Z meblami wymyślonymi w każdym detalu, kolorami ziemi i morskim, które uwielbiamy, mnóstwem miejsca na wszystko, bo zagospodarowaliśmy każdy centymetr.

To właśnie to "niewarszawskie" mieszkanie bardzo często sprawiało, że chciało nam się wracać do tego miasta z naszych wojaży. Włożyliśmy w nie mnóstwo serca i własnoręcznej pracy, i ten wysiłek był nam oddawany każdego dnia. Tak bardzo pokochaliśmy te 53 metry kwadratowe, że szukając czegoś większego dla naszej trójki - woleliśmy wstrzymać się "jeszcze chwilkę, póki się mieścimy", bo nie mogliśmy znaleźć nic co by dorównywało mu fajnością;)

Teraz, gdy już nie jest to nasza prywatna sprawa a biznes (mieszkanie jest wynajmowane), możemy Wam pokazać jak wygląda! Pierwszy raz to my byliśmy w sytuacji wynajmującego, a nie najemcy czy lokatora. Muszę Wam się przyznać, że dobrze to przemyśleliśmy i okazało się, że nie tylko nam się ono tak podoba;)

IMG_2068 IMG_2104 IMG_2147 IMG_2148 IMG_2169 IMG_2185 IMG_0288 27999824_1981463975227286_1093381109_o

 

IMG_8095


 

...Za jesienią na rowerze, za schodkami nad Wisłą, za knajpami w podwórkach, za ciepłymi wieczorami na starówce, za spacerami po Łazienkach, za milionem miejsc! pełnych już teraz także naszych wspomnień.

Zrzut ekranu 2018-03-09 o 17.42.49

Warszawa da się lubić. A ten mały, jedyny Warszawiak w naszej rodzinie mówi nawet, że ją kocha!

Ale czas na Sopot!;)

Narty w najsłoneczniejszej dolinie Alp, czyli VAL Di SOLE i Madonna di Campiglio: co, gdzie i za ile z dzieckiem? (Włochy)
Marilleva 1400: apartamenty i niemożliwy Hotel SOLARIA ! (Włochy)