D.I.Y. czyli jak i za ile: 3 dni w Szkocji na Trasie Whisky i Castle!

Uprzedzam, że to dość rozległy i wielowątkowy wpis. W założeniu, i mam nadzieję w realizacji, wyczerpujący nudną, ogólnoinformacyjną część szkockiego weekendu 2016:)  Dla tych, którym kiedykolwiek przeszło przez myśl, że chcieliby zobaczyć kawałek Szkocji, tylko za bardzo nie wiedzą jak się za to zabrać i ile szykować funciaków. Info na podstawie naszych doświadczeń z trzydniowej, samochodowej trasy po środkowej części tego pięknego kraju (głównie Highlands), którą przejechaliśmy w połowie listopada tego roku z naszym dwuletnim synkiem.

 

Idealny kompromis: zamki dla niej , whisky dla niego!

(i widoki dla każdego)

Trasa jest dość intensywna: ma 1074 km i została podzielona zgodnie z rzeczywistością na 3 dni, tak jak ją przejechaliśmy (czwartego tylko wyjeżdżaliśmy więc go nie wliczam). Podróżowaliśmy wynajętym samochodem z naszym dwuletnim synkiem, ale to jest tutaj raczej bez dużego znaczenia, bo Leo ani nam zbytnio nie opóźniał drogi ani też specjalnie jej pod niego nie układaliśmy. Ale tak czy inaczej, gdyby ktoś się pytał- tak, z małym dzieckiem też można tą trasę przejechać.

Założenie

było jedno- liznąć trochę Szkocji, zobaczyć na własne oczy, czy rzeczywiście "szkocki klimat" istnieje, czy te zamki są tak piękne jak mówią, a krajobrazy tak rozległe i nieziemskie jak na filmach.

Wiedzieliśmy, że na tej weekendowej wycieczce nie będziemy się lenić. Jest to raczej trasa na nasze ulubione "zajechanie się" kilometrami, zaooglądanie się na śmierć, dość szybkie trawienie i przyswajanie klimatu miejsc, gdzie jesteśmy. Wyciskanie czasu na maksa i wyciąganie z niego jak najwięcej się da przy jednoczesnym nacieszeniu się atmosferą w odpowiednim tempie. Jeśli ktoś szuka Slow Travel to nie tym razem. Tym razem chodziło bardziej o sprawdzenie, czy warto tam przyjechać na dłużej. Już wiemy, że warto, że chcemy raz jeszcze, że było za krótko i zbyt powierzchownie, i że Szkocja warta jest polecenia. Najbardziej, jak zwykle, przemówiły do nas pustkowia i stare mury.

Podstawowy plus wycieczki w te rejony to brak stresu o pogodę. Miałam dosłownie 'gdzieś' to, jaka będzie pogoda. Każda byłaby dobra. Jako realiści w różowych okularach wiedzieliśmy, że 1% szansy na słońce raczej się nie wydarzy, a szkockie zamki nawet (a może przede wszystkim) we mgle i deszczu wyglądają obłędnie. Chcieliśmy tylko świeżego powietrza, świeżego spojrzenia na coś nowego i żeby to nowe miało niebiesko-biała flagę i owcę w tle. Odpoczynkiem był dla nas smak przygody i nieznana trasa na pustkowiach przed szybą samochodu. Bez pośpiechu (o dziwo), bez spiny, byle coś zobaczyć, pooddychać nowym powietrzem.

 

Mapa... i co dalej??

Przed wyjazdem zrobiłam mapę, na której pozaznaczałam wszystkie najciekawsze i najładniejsze zamki według rankingów znalezionych w Internecie, wszystkie podobno najlepsze destylarnie whisky, kamienne kręgi, pierwsze osady prehistoryczne i inne miejsca warte zobaczenia, takie jak piękne doliny czy góry. W życiu aż tak dobrze się nie przygotowywałam pod tym względem, chociaż jak się okazało i tak było to zbyt powierzchowne ogarnięcie tematu i zbytnie zawierzenie w swoje doświadczenie. Już samo czytanie i szukanie tych miejsc sprawiło mi dużą przyjemność (kocham ten klimat).

Warunkiem nr 1 był choć jeden nocleg w starym zamku bądź innym klimatycznym miejscu. Po przeszukaniu całego Internetu okazało się, że mamy tylko jedną opcję w naszych widełkach cenowych- Kildrummy Castle Hotel, o którym pisałam już tutaj.

Wyznaczenie trasy przebiegło bardzo szybko- po zaznaczeniu na mapie hotelu nr 1 i spojrzeniu na rozłożenie kropek z ciekawymi miejscami (chyba z 60!) od razu było widać, że będziemy robić duże kółko: z Glasgow kierując się na wschodnie wybrzeże do Dunnottar Castle-podobno najpiękniej położony zamek w Szkocji, przez najmniejszą destylarnię whisky w Szkocji, dalej zahaczając północne wybrzeże do Katedry Elgin-czyli dramatycznych ruin niegdyś najpiękniejszej katedry na północy, po drodze jadąc trasą Whisky Single Malt i zawijając wzdłuż Great Glen (czyli wielkiego rowu tektonicznego, w którego skład wchodzi atrakcja turystyczna nr 1 czyli Loch Ness), z powrotem do Glasgow (przez kilka niesamowitych zamków, jak ten na małej wysepce na wodzie, Castle Stalker). A po drodze smaczki takie jak kamienne kręgi w okolicach Aberdeen (chciałam zobaczyć choć jeden), najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii- Ben Nevis, czy słynna z niesamowitych widoków dolina Glen Coe.

Zaznaczony na wszelki wypadek (czyli wypadek zbyt dużej ilości czasu w tej okolicy albo przypływu nagłej ochoty) był np. wiadukt Glenfinnan, czyli słynny most Harrego Pottera, o którym ostatecznie napisałam tutaj.

 

Dodatkowym celem było takie wyznaczenie trasy, aby w niedzielę, czyli w urodziny Adriana, być w jakiekolwiek destylarni whisky. Było to o tyle komplikujące, że w niedzielę standardowo wszystko jest tu zamknięte! 😀

 

Jak już wiecie, nasze przygotowania były niewystarczające. Nie wszystko udało się zobaczyć i jednocześnie czasami oglądaliśmy coś, czego wcześniej nie planowaliśmy na pierwszym miejscu. Dlaczego? Oprócz tego, że zupełnie nie wzięliśmy pod uwagę, że to część Wielkiej Brytanii (co za amatorkaaa) i wszystkiego co się z tym wiąże, a co przypomnę Wam poniżej, nie pamiętam kiedy ostatnio tak często całowaliśmy klamki nie mogąc czegoś zobaczyć, bo było już zamknięte z powodu sezonu, dnia tygodnia bądź godziny albo było po prostu niewidoczne w ciemnościach... Wszystkie ostrzeżenia przed błędami, które sami popełniliśmy znajdziecie poniżej w tekście.

 

Dużo, gęsto ale- luz i komfort wyboru

Mapa bardzo się przydała, mogliśmy w miarę zmiany planów z jakiegokolwiek powodu zobaczyć to, co mamy w okolicy, tam, gdzie akurat przebywaliśmy. Mając sztywno zaplanowaną trasę wiele byśmy stracili. A tym sposobem, improwizując i dostosowując rzeczywistość do zastanych warunków kilka miejsc zostawiliśmy sobie na następny raz, w zamian zobaczyliśmy kilkanaście wartych polecenia.

Na czerwono zaznaczyłam punkty, które zobaczyliśmy, na niebiesko wszystkie inne - zaznaczone, ale z jakiegoś powodu (JESZCZE) niezobaczone.

 

 

Co trzeba wiedzieć o Szkocji (najlepiej przed wyjazdem)

Po pierwsze, to, o czym pamiętaliśmy, ale rzeczywistość i tak okazała się straszna, czyli: ruch lewostronny! Pierwsze chwile po wypożyczeniu samochodu były dość komiczne, smaczku całej sytuacji dodawał fakt, że nie mieliśmy ubezpieczenia na samochód… bo przecież kosztowało drugie tyle co samo wypożyczenie heh. Hasłem wyjazdu stało się: „w lewo, czyli bezkolizyjnie”, zupełnie odwrotnie niż u nas i zupełnie dla nas irracjonalne (szczególnie, że Adrianowi bardzo myli się strona prawa z lewą...). To łatwe do zapamiętania hasełko było bardzo pomocne, i kilka razy uratowało nam tyłki (dosłownie i w przenośni)!

Poza tym, pamiętać należy o:

-innych gniazdkach elektrycznych: „nasze” zupełnie nie pasują do tamtejszych, należy mieć przejściówki (można kupić u nas w sklepach elektrycznych bądź pożyczyć w miejscowych hotelach, zazwyczaj mają), a poza tym- pierwszy raz spotkałam się z włącznikiem gniazdka on/off na samym gniazdku. Pierwszej nocy myślałam, że po prostu pożyczona hotelowa przejściówka nie działa, więc nie naładowałam telefonu na cały dzień, a tu okazało się, że po prostu gniazdko elektryczne było OFFnięte…

15152382_10210026197948191_381010371_o

-w listopadzie o 15.00 robi się ciemno. TAK. To takie proste, prawda? Każdy o tym pamięta? A no właśnie, jak widać, nie każdy. Na przykład my WCALE nie wzięliśmy tego pod uwagę. Nie wzięliśmy pod uwagę również tego, że Szkoci wcale nie podświetlają swoich zabytków! To było straszne! Nawet w moim rodzinnym małym miasteczku (pozdrawiam Darłowo :* ) każdy kościół, zamek czy ładniejszy budynek jest podświetlony, a tutaj? NIC! Nawet największa atrakcja północnej Szkocji, katedra w Elgin ciemna jak w listopadową noc… Dramat dla nas, bo ileż można doświetlić sobie światami samochodowymi. Z tego powodu nie mam zdjęć wielu atrakcyjnych atrakcji- nawet, jeśli my coś  tam dojrzeliśmy, nasz mało profesjonalny aparat nic nie widział… ;((( ale z drugiej strony w kluczowych momentach nie poddawalismy się i próbowaliśmy cokolwiek zobaczyć, nawet przy świetle księżyca co dodało smaczku całej wyprawie (np. nasz mrożący krew w żyłach spacer do zamkniętego, nieoświetlonego Dunstaffnage Castle, ostatniego zamku na naszej trasie, który obeszliśmy dookoła po 10 minutowym spacerze nieoświetloną alejką...brrr).

15215699_10210077842639276_956132782_o

Katedra w Elgin: po 15 minutach stania z aparatem łapiącym ostrość i światło reflektorów oto co jedynie udało mi się uzyskać...

14976047_10210077849839456_1954378772_o-kopia

a tak zwiedzaliśmy samotnie DUNSTAFFNAGE CASTLE, przy świetle księżyca i moim jęku ze strachu

-w październiku zamykają bardzo dużo atrakcji turystycznych. Oficjalnie kończy się tam sezon turystyczny. To kolejna sprawa, której nie doczytałam w przewodniku, a którą warto wziąć pod uwagę planując taką trasę… Przykładowo- nasz największy błąd: kierowaliśmy się specjalnie na wschód, żeby zobaczy wspomniany najpiękniej położony zamek w Szkocji. Już dwie godziny przed dojazdem wiedzieliśmy, że nie zdążymy na światło dzienne. Ale kto by pomyślał, że po pierwsze: był zamknięty od października. Po drugie: wcale nie oświetlony. Taki zamek! Jak oni mogli;(

-jest drogo! trzeba to wiedzieć planując trasę, bo po pierwsze: można wcześniej poszukać tanich noclegów i knajp, skoro i tak wiemy, że łącznie zostawimy tam miliony monet, albo nastawić się na suchy prowiant. A po drugie zastanowić się czy jesteśmy gotowi na to, aby dojechać gdzieś tylko po to, żeby zobaczyć np. zamek z zewnątrz. My nie chcieliśmy wydawać dużo na wejściówki (które są tam dla nas mega drogie) i wystarczały nam same wrażenia z zewnątrz, ale jeśli Was to nie kręci lepiej wybrać mniej atrakcji, ale z opcją wchodzenia do środka. Więcej o cenach wszelakich będzie poniżej.

-szkocki trudna język! Nie wiedziałam, że szkocki akcent jest aż tak problematyczny. Prawie nie da się go zrozumieć!!! Po wylądowaniu w Glasgow przeszliśmy po odbiór samochodu. Myśleliśmy, że nareszcie super bo wszyscy będę mówić po angielsku... i jakież było nasze zdziwienie, gdy nie zrozumieliśmy prawie nic z tego, co nam tłumaczył pan w wypożyczalni. Nie usłyszałam nawet pytania o to, czy wszystko rozumiemy- bardziej domyśliłam się z tonu wypowiedzi... Niestety, akcent szkocki jest tak silny, że brzmi kompletnie inaczej od 'normalnego' angielskiego, którego uczymy się w szkole. Co więcej, to jest raczej język szkocki, jak twierdzą niektórzy. Jest to tak zwany Scottish English. Podobno, najtrudniejszy w zrozumieniu dla przeciętnego odbiorcy jest dialekt w Glasgow ("Glaswegian accent") jest jak na złość najmniej przypominający 'zwykły' angielski.

Mieszkańcy Glasgow mówią z zawrotną prędkością i trudno wychwycić pojedyncze słowa. Dialekt mieszkańców Glasgow to "the Patter". Wywodzi się on z klasy robotniczej. Ewoluował on wśród pracowników doków w porcie Glasgow. *

 

I tak przykładowo, za stroną eteacher.pl: W angielskim wyrazy ‘where’ i ‘were’ są wymawiane tak samo, w szkockim ‘where’ będzie brzmiało /hwer/ (h jest wymawiane przed w).

Kilka charakterystycznych zwrotów, czyli nic dziwnego, że nie mogliśmy się dogadać*:

Geezan aw day tae the toon - Poproszę dzienny bilet do miasta. (ang. May I have an all-day ticket to town)

Wanan'a hauf please -  Jeden cały i połówkę proszę (ang. One and adult and a child please)

Guid mornin - Dzień Dobry (ang.Good morning)

Guid eenin - Dobry Wieczór (ang. Good Evening)

Ye ar verra kin - Jesteś bardzo miły (ang. You're very kind)

See ye efter - Do zobaczenia (ang. See you later)

Can A gie ye a haund? - Czy mogę ci pomóc? (ang. Can I help you

W Szkocji: "YES" (tak) to "AYE"[aj], "NO"(nie) to "NAW"[no]...

*źródło: www.polemi.co.uk

na północy było już nieco lepiej ze zrozumieniem języka. Albo to ta whisky!


 

 

Szkocki weekend: Zrób to sam!

Poniżej kilka praktycznych rad, mega podstawowych, aż wstyd pisać, ale podobno są ludzie, którzy tego nie wiedzą  😉 więc proszzz.

 1. Loty do Szkocji

Loty do Szkocji są tanie. Albo inaczej: Tanie loty są do Szkocji też. W okresie jesienno-zimowo-wczesnowiosennym zazwyczaj widziałam promocje za 78 zł w dwie strony za osobę. Ale zdarzają się i niższe ceny (loty w tygodniu) i wyższe (około weekendowe, gdy jest jeszcze/już ciepło).

Do Szkocji, czyli do Edynburga Ryanairem dolecieć można z Warszawy Modlina, Gdańska, Poznania i Krakowa. Tymi samymi liniami dolecicie do Glasgow z następujących lotnisk w Polsce: Warszawa Modlin, Poznań i Bydgoszcz.

Wizzairem do Edynburga nie dolecicie, ale za to do Glasgow można się dostać tymi liniami z: Warszawy Chopina, Poznania, Lublina, Katowic i Gdańska.

IMG_1732

My rezerwowaliśmy loty na promocji za 120 zł za osobę w dwie strony, w tym był już Wizzair Discount Club dla grup (!!- jako, że Leo ma już skończone 2 lata musi mieć- w tanich liniach - normalny bilet, co oznacza, że stary, zwykły Discount Club dwuosobowy już nas nie obowiązuje). Discount Club Wizzaira wykupuje się raz na rok i upoważnia do zniżek za każdym lotem. Tak więc następnym razem ta sama promocja kosztowałaby nas jakieś 90 zł za osobę.

Bilety kupiłam przez stronę www.fru.pl, ale dla pewności zawsze sprawdzam jeszcze www.fly4free.pl i strony bezpośrednie tanich przewodników www.ryanair.com i www.wizzair.com . Polecam to robić bo są duże rozbieżności w cenach!!! Ostatnio np. Wizzair wyszedł na wojnę przeglądarkom i planuje robić duże zniżki dla rezerwujących bezpośrednio u nich, i tym bardziej, gdy za ich pośrednictwem zamawiamy od razu hotel i samochód. Trzeba będzie przetestować jak to na prawdę wychodzi!

2. Hotele w Szkocji

Są drogie! I sporo z nich nie przyjmuje dzieci. Ale zdarzają się pomyłki na stronach www więc najlepiej zadzwonić do wybranego hotelu i zapytać, jak traktują dziecko- czy można z nim przyjechać, ile (i czy) trzeba za nie dopłacić. My za Leosia nic nie dopłacaliśmy (no prawie- 5 funtów za pościel w naszym drugim noclegu) bo wszędzie wycyganiliśmy dla niego łóżeczko niemowlęce (do którego o dziwo jeszcze się mieści).

Hoteli z przyzwyczajenia (i zniżek, na które sobie tam już zapracowaliśmy jako stali klienci) szukam zawsze na www.booking.com. Próbowałam również na coraz popularniejszym Airbnb, ale nic ciekawego nie było.

 

Naszym założeniem było, jak już wspominałam wyżej, że co najmniej jeden nocleg spędzimy w zamkopodobnym hotelu, oczywiście za jak najmniejsze pieniądze, a resztę noclegów możemy spać pod przysłowiowym mostem.

Plan się powiódł: nasz pierwszy nocleg to wspaniały Kildrummy Castel Park Hotel, o którym mogliście już przeczytać u nas tutaj, spełniający wszelkie kryteria zamkopodobnego hotelu z niesamowitym klimatem szkockim. Za ten nocleg zapłaciliśmy 478 zł za pokój dwuosobowy i dziecko w darmowym łóżeczku, ze śniadaniem.

15127382_10210026197748186_1695071678_o

Kildrummy Park Castle Hotel lovelovelove!

Drugi nocleg spędziliśmy w najtańszym hotelu w okolicach Loch Ness, który przyjmował dzieci! 😀 Był to Clunebeg Lodge.  Hotel to może jednak za dużo powiedziane. Według nazewnictwa Booking.com jest to gospodarstwo wiejskie na 12 pokoi. Ja bym powiedziała, że był to odremontowany kiedyś baraczek, dawna stajnia albo jakieś pokoje robotnicze. W każdym razie: w pokoju było czysto, ale bardzo mało miejsca (łącznie z łazienką może z 10 metrów kwadratowych), obsługa bardzo miła, toaleta z dziwnym systemem lania wody, PRZEIDEALNIE wygodne łóżko (albo byliśmy tak zmęczeni hehe) właściwie zajmujące cały pokój, rano dość dobre śniadanko (tego czarnego nie zjadłam i kiełbaski nieco śmierdziały). Było ciepło, dość przytulnie i dostaliśmy dwie (w tym jedną niedziałającą, serio niedziałającą a nie, że znów kontakt) przejściówkę. I ten widok! I to powietrze po wyjściu na dwór! Bajka. Za ten nocleg zapłaciliśmy za nas 314 zł, plus 5 funtów na miejscu za pościel dla Leosia w łóżeczku dziecięcym, ze śniadaniami.

15631289_10210339695425432_437314544_o

15102212_10210077844719328_1631900155_o-kopia

śniadanie w Clunebeg Lodge. Tego czarnego haggis nie zjadłam, a kiełbaski pachniały niezbyt dobrze...

 

Trzeci nasz nocleg był już bardzo techniczny- spaliśmy w najzwyklejszym przylotniskowym hotelu, tak żeby nie śpieszyć się na lot o 10.00 rano. Trzyosobowy Holiday Inn Express Glasgow Airport za 287 zł za całą trójkę, ze śniadaniami do którego dotarliśmy o 21.00 w przeddzień wylotu. Wszystko było super, tzn. normalnie, jak w każdym innym tego typu hotelu na świecie. ALE NIE MIELI JUŻ PRZEJŚCIÓWEK! 🙂

3. Wypożyczenie samochodu

O tym można napisać książkę, wspomnę więc tylko o najważniejszych zasadach:

Kiedy? najtaniej jest wypożyczyć samochód przez Internet, jakieś kilka dni przed wyjazdem- ceny zaczynają już wtedy zjeżdżać, a wciąż jest spory wybór (oczywiście na małych lotniskach wybór jest mniejszy). Tuż przed datą wypożyczenia znów są nieco wyższe, a tydzień przed datą zazwyczaj jeszcze nie ma promocji. Na miejscu i w dniu wypożyczenia ceny potrafią być dwu i trzy razy wyższe.

15595717_10210338423873644_227726190_o

Gdzie? W internetowych wypożyczalniach! Przy rezerwacji lotu/ hotelu na stronach przewoźników bądź pośredników zawsze wyskoczy Ci zapytanie o to, czy chcesz wypożyczyć do tego jeszcze auto. Zazwyczaj klikając w taki link dostaniemy nieco niższa cenę niż wchodząc bezpośrednio na stronę wypożyczalni. Najsłynniejsze i największe wypożyczalnie w Europie to Europcar, Hertz, Avis, Budget, Interrent. Najlepiej wylansowana aktualnie przeglądarka różnych wypożyczalni to Rentalcars.

Jakie? Najtańsze samochody to te ze skrzynią manualną, trzydrzwiowe, ze słabymi silnikami i starym typem oświetlenia, w najsłabszych wypożyczalniach (czyli takich, które później szukają dziury w całym bądź maja bardzo duże depozyty). Fotelik dla dziecka jest płatny dodatkowo, tak jak mapy GPS. My wybraliśmy jeden z takich najtańszych ale nie 3drzwiowy ze względu na Leosia w foteliku, dokładnie Hyundai i30 za 230 zł na trzy dni. Miejsca na bagaże było dość (ale mieliśmy tylko trzy bagaże podręczne) a Leo w foteliku nie był ściśnięty.

15216116_10210077834439071_101504607_o

Na co zwrócić uwagę? Przed wybraniem samochodu, poza cechami samochodu, na których Ci zależy, trzeba koniecznie zwracać uwagę na limit kilometrów i depozyt, a także należy pamiętać o karcie kredytowej z odpowiednim limitem na nazwisko kierowcy:

-Depozyt. To suma, zazwyczaj w lokalnej walucie, którą wypożyczalnia zablokuje nam na karcie kredytowej na czas wynajęcia samochodu i oddaje w całości, jeśli nie będzie miała żadnych zastrzeżeń. Wynosi od 200 do 1500 funtów jeśli chodzi o samochody w Szkocji, z tego, co widzieliśmy. Po pierwsze, kierowca musi mieć przy sobie wydaną na siebie ważną kartę kredytową, która to, po drugie musi mieć dostępny odpowiedni limit zadłużenia. Depozyt jest zabezpieczeniem dla wypożyczalni na wypadek wszelkich kosztów dodatkowych, na które narazi się kierowca po oddaniu samochodu, tj. za mało paliwa w baku (standardowo full to full oznacza, że zabierasz samochód zatankowany na maksa i taki też musisz oddać), bądź przekroczy limit kilometrów.

-Limit kilometrów jest określony z góry, albo go nie ma, co również powinno być zaznaczone w ofercie i umowie. Jeśli jest limit będzie również podane ile kosztuje każdy dodatkowo przejechany kilometr (bądź mila, w tym wypadku). Na przykład, 200 mil dziennie na 3 dni oznacza że możemy zrobić 600 mil bez żadnych dopłat. Każda mila ponad limit nas akurat kosztowała 2,3 funta. Zrobiliśmy ich za dużo o 16 więc zapłaciliśmy 190 zł!! Wydaje się, że to niedużo, ale biorąc pod uwagę, że samochód kosztował 230 zł to już się robi podwójny koszt… Droższe samochody nie mają ustanowionych limitów kilometrów.

-Opłata za wynajęcie samochodu pobierana jest w momencie rezerwacji (bądź w momencie wydawania kluczyków) i również trzeba ją zapłacić kartą kredytową. Lepiej wcześniej policzyć sobie, ile w sumie musimy mieć na karcie kredytowej dostępnych środków, bo bez tego nie wypożyczymy samochodu. Uwaga- raz w sytuacji podbramkowej znaleźliśmy wypożyczalnię, która wzięła od nas kartę kredytową na nazwisko inne niż kierowca. Ale to się raczej rzadko zdarza.

-Ubezpieczenie. Można wykupić ubezpiecznie zapewniające pokrycie całości lub części ewentualnych strat po wypadku, kradzieży bądź zniszczeniu samochodu. Kosztuje niestety często tyle ile wypożyczenie samochodu, więc jego wykupienie bądź nie to już kwestia indywidualnego podejścia do ryzyka. My byliśmy skąpi i pewni siebie, co kolejny raz się opłaciło (ale pewnie do czasu, wiec następnym razem o ile będziemy mieli przy sobie więcej złota i dolarów, to raczej je wykupimy!)

 

 4. Jedzenie i ceny

Na pewno wiemy już, co to jest prawdziwe szkockie, tradycyjne śniadanie, czyli Full Scotish Breakfast: jajka (do wyboru ich forma), bekon, kiełbaski, haggis (szkocki przysmak, taka ichniejsza kaszanka- chociaż może złe porównanie bo kaszanki nie jadam a to było na prawdę pyszne!), grzybki, pomidor, hash brown (czyli smażone śniadaniowe ziemniaki, pycha ale ciężkieee). I fasolka po bretońsku. Uwaga. Wszystko poza fasolką jest SMAŻONE. Łącznie z pomidorkami. To nam mniej więcej daje pogląd na to, jak wygląda szkockie jedzenie w ogóle: jest smażone (koniecznie w głębokim oleju), ciężkie i kaloryczne.

15126054_10210026210588507_507351240_o

lekkie fit śniadanko a'la Szkot

Poza słynnymi i znanymi również u nas Fish’n’chips (czyli ryba z frytkami), w Szkocji jest oczywiście dużo owoców morza a także sporo innej, imigranckiej kuchni jak chociażby kebaby.

Pierwszego dnia, po odbiciu się od bramy zamkniętej najmniejszej destylarni whisky w Szkocji w Pitlochry, zjedliśmy obiad w restauracji Victoria poleconej przez polkę mieszkającą tam od lat (którą spotkaliśmy w sklepie z miejscową whisky). Nie mając ochoty na smażeninę wybraliśmy ich tamtejszy miejscowy przysmak czyli wielki pieczony ziemniak 'z wkładką'. Ja miałam coś a’la curry, Adrian wziął wersję z wołowiną. Było smaczne, sycące i niedrogie. Jeden taki obiadowy ziemniak kosztował 6,95 funta. Z zestawów dla dzieci wybraliśmy mini pizzę z frytkami (odświętne ulubione ostatnio danie naszego malucha), która to niestety okazała się być jakimś odmrażanym plackiem z ketchupem. Obowiązkowo z fasolką po bretońsku. Danie Leosia kosztowało 5,95 funta.

15184061_10210077832039011_960932730_o 15102361_10210077832279017_648108873_o

Ceny artykułów spożywczych w Szkocji są mniej więcej dwa razy wyższe niż w Polsce, przykładowo: chleb- 5,25 zł, masło -5,87 zł, szynka- 42 zł/kg, mleko- 5,25 zł, coca-cola 2l- 8 zł, czekolada- 5,25,  ser żółty- 52 zł.

 

i jeszcze słowo o: Przewodniki i Mapy

Zdziwiło mnie to, jak ciężko było dostać mapę i przewodnik po Szkocji. Sieciowe księgarnie nie miały nic (ewentualnie na zamówienie). Jedyny jakikolwiek wybór i możliwość przejrzenia i podjęcia decyzji na podstawie innej niż okładka miałam w tematycznej księgarni podróżniczej w Warszawie (czasami jednak to mieszkanie w stolicy się na coś przydaje!) . Udało mi się kupić przewodnik National Geographic autorstwa Robina McKelvie i Jenny McKelvie za 41,90 zł. Na rynku dostępne są aktualnie dwie edycje- ja wybrałam tą starszą ze względu na lepszy format (jest większy, a co za tym idzie wg mnie lepiej się go czyta). Do tego mapa papierowa Scotland – North England wydawnictwa Freytag&Berndt za 32 zł z zaznaczonymi ciekawymi miejscami, do których oczywiście dołożyłam wszystkie nasze must-see 🙂 Mapa bardzo się przydawała gdy padały nam wszystkie mapy GPSowe ze względu na niedoładowane telefony.

15556605_10210338437593987_427150361_o

 

Podsumowanie i wnioski

Podstawowe wnioski z naszych błędów są następujące: Lepiej przyjechać tu w innym terminie, omijając zimowe ciemności i najlepiej max w październiku (przypomnę, że  większość atrakcji jest czynna do października). Zdecydowanie bardziej wolałabym przejechać tą trasę w 4 lub 5 dni, zajeżdżając jeszcze na północno-zachodnie krańce Szkocji. Nie mniej jednak, to co udało nam się zobaczyć , poczuć i dotknąć spowodowało jedno wrażenie: ALE TU SUPER!!!!! CHCEMY JESZCZE!!! 😉

 

I jeszcze obiecana kalkulacja kosztów dla całej naszej trójki:

Bilety samolotowe: 120*3= 360 zł

Noclegi: 478+314+287= 1079

Samochód: 230  (wypożyczenie) + 180 (paliwo)= 430

Wejściówki: destylarnia whisky z degustacją: 10 funtów za osobę, czyli 100 zł za nas.

Jedzenie: tego nie lubię kalkulować do kosztów wycieczki, ponieważ w domu też musimy kupować jedzenie. Szczególnie, że nie jadaliśmy w restauracjach a głównie jedliśmy suchy prowiant i małe przekąski, a śniadania mieliśmy wliczone w cenę noclegów. Koszt obiado-kolacji pierwszego dnia wyniósł około 150 zł. Ceny produktów spożywczych są dwa razy wyższe niż w Polsce więc w ciągu tych 3 dni wydaliśmy więcej niż w domu o jakieś 300 zł, plus kolacja (zakładając, że w domu nie chodzimy do restauracji).

Łącznie: 2419 zł/3 = 806 zł na osobę.

Czy to dużo czy mało? Kwestia indywidualna. Można mniej, można więcej, zależy od dostępnego budżetu. Jeśli mniej, to na pewno należy poszukać tańszych noclegów (najtaniej będzie w hostelach, od 80 zł za osobę), bilety lotnicze również można upolować jeszcze nieco taniej (my byliśmy związani terminem urodzin Adriana więc nie było dużego pola do popisu). No i pakując się w 4 lub 5 osób do samochodu koszty podróży bardziej się rozłożą, więc na osobę będzie taniej. Ale to wszystko raczej poza sezonem, ponieważ w lepszym zwiedzalniczo czasie będzie niestety drożej. Można również chcieć korzystać z każdej atrakcji i wtedy będzie dużo drożej- same wejścia do Stirling, zamku przy Loch Ness plus Katedra w Elgin i destylarnia dla naszej trójki (Leo wszędzie gratis) to koszt: 14,5*2+ 8,50*2 +7,10*2+10*2= 80 funtów = 420 zł.

Dziecko w Szkocji do 5 roku życia nie płaci za bilety wstępu. Jedyne na co trzeba uważać to rzeczywiście te hotele, które małym druczkiem mają napisane "dzieci niemile widziane", o zgrozo. Ale jeśli już hotel jest dzieciolubny to z łóżeczkiem niemowlęcym raczej nie ma problemów, a za dziecko do 2 lat (i nieco starsze jak widać na naszym przykładzie) płacić nie trzeba. Koszt, który Leo ponosił z nami jak równy z równym, to bilet tanimi liniami.

 

A już w następnym odcinku:

Info i zdjęcia wszystkich miejsc (sztuk 21), które udało nam się zobaczyć na całej tej trasie, nawet, jeśli było to zobaczone trochę po ciemku;))  Na zachętę, kilka fotek:

DCIM134GOPRO

DCIM134GOPRO

15271402_10210124077995131_1152868588_o

15182356_10210077846799380_1331485569_o-kopia 15216146_10210077845039336_1106871345_o-kopia 15204094_10210077841519248_438218775_o

DCIM134GOPRO

15224738_10210077829558949_1101972307_o 15225375_10210077835879107_1491424052_o 15205801_10210077862399770_13903836_o-kopia 15224584_10210077862559774_775596360_o-kopia 13987243_10210008476665170_1027788877_o

15216008_10210077841119238_1491437660_o

print
Krakowski Jarmark Bożonarodzeniowy 2016! (fotorelacja)
Braveheart i Stirling na dobry początek Szkocji!